Zobacz
Do góry

Polonia Bytom. Twardo stąpają po ziemi

Wiemy, że nie jesteśmy jedynym klubem walczącym o awans – mówi przed startem wiosny Marcin Domagała, szkoleniowiec lidera tabeli I grupy IV ligi śląskiej.

Zmiana władzy w mieście, roszady w spółce Bytomski Sport, zamieszanie wokół zarzuconego na razie pomysłu budowy stadionu – za Polonią niełatwy czas, ale przed startem IV-ligowej wiosny przy Olimpijskiej są optymistami.

Patrzą na siebie

– Przyznam wprost, że gdy po zakończeniu rundy jesiennej zaczęły się przetasowania na arenie politycznej, to nie pozostawały one bez wpływu na szatnię. Nie było tak, że spokojnie mogliśmy wtedy myśleć o przygotowaniach do drugiej części sezonu. W grudniu spotkaliśmy się z nowym prezesem i czekaliśmy na jakiekolwiek decyzje. Dziś możemy powiedzieć, że wiemy, na czym stoimy; co mamy i czego nie mamy, jakie są cele i jak dobre warunki do pracy. Wiemy też, że możemy walczyć o III ligę. A chyba nawet… musimy. Robimy wszystko, by Polonia wróciła na należne miejsce. W futbolu wszystko może się zdarzyć, ale mam nadzieję, że wiosną nie będziemy rozczarowywali – mówi trener Marcin Domagała.

Ktoś bardzo przekorny mógłby stwierdzić, że bytomian w wyścigu o triumf w I grupie śląskiej IV ligi – i przepustkę do barażu – nawet nie ma kto gonić. Depczący im jesienią po piętach Śląsk Świętochłowice zimę również miał niespokojną i wydaje się mało prawdopodobne, by w klubie myśleli teraz o awansie.

– Patrzę na siebie i tego próbuję też uczyć swoich zawodników. Każdy mecz, cała ta runda, powinna zależeć tylko od nas. Nie będę się odnosił do tego, co dzieje się w obozie jednego czy drugiego rywala. Tabela pokazuje, że Świętochłowice, Grodziec i Warta Zawiercie będą zespołami walczącymi o baraż. Za nimi jest Poraj, a nawet w Szombierkach zakładają, że jeszcze wrócą do gry, mimo że mają do nas 15 punktów straty – zaznacza szkoleniowiec Polonii.

Kamiński: Obiecuję, że niczego nie obiecam

Szkielet pozostał

Lider tabeli zimą stracił kilku istotnych zawodników. Bartosz Giełażyn i Przemysław Szkatuła trafili do ROW-u 1964 Rybnik, Sławomir Musiolik wylądował w innym II-ligowcu – Rozwoju Katowice, z kolei doświadczony Mariusz Przybylski zakotwiczył w RKS-ie Radomsko. – Piłka jest taką dyscypliną, w której straty personalne zawsze można nadrobić; chociażby poprzez dawanie szansy młodszym chłopakom. Czyjeś odejście jest szansą dla nowych zawodników albo takich, którzy jesienią grali mniej. Dlatego nie powiem, czy się osłabiliśmy, czy wzmocniliśmy. Każdy z graczy, których pozyskaliśmy zimą, również ma swoje walory. Cieszę się, że mam ich do dyspozycji. Szkielet zespołu, oparty na doświadczonych zawodnikach, pozostał. To jest najistotniejsze. Dobrze, że nie opuszczało nas zdrowie – poza jednym wyjątkiem. Okazał się nim Marcel Czypionka, który w połowie lutego na treningu zerwał więzadła i rozpoczął już rehabilitację. Pozdrawiamy go i trzymamy kciuki – podkreśla trener Domagała.

Nie szukają usprawiedliwień

Do Polonii wrócili Wojciech Mróz (Unia Kosztowy), Kamil Skrzypiński (Szombierki) czy Patryk Stefański (ostatnio Stal Stalowa Wola), z Kluczborka ściągnięto Piotra Makowskiego, a z Poraja – Bartosza Dyszego. Trudno wyobrazić sobie, by drużyna nie wywalczyła przepustki do barażu, w którym zagra o awans z triumfatorem II grupy.

– Nie powiem, że jeśli to się nie stanie, to będzie wstyd czy kompromitacja. Powtarzałem już przed sezonem, że IV liga jest bardzo wyrównana, nastawiona na walkę wręcz. Naprawdę stąpamy twardo po ziemi. Wiemy, że nie jesteśmy jedynym klubem walczącym o awans. Nie zamierzamy też szukać usprawiedliwień ani narzekać, że nie mamy swojego stadionu i musimy grać na Szombierkach. Trudno denerwować się na rzeczy, na które nasz wpływ jest znikomy. Myślimy optymistycznie, chcemy pokazywać się z jak najlepszej strony i cieszyć swoją grą kibiców, na których wsparcie liczymy – przyznaje szkoleniowiec zespołu, który wiosnę rozpocznie od spotkania z Sarmacją Będzin.

– Akurat to jedyny rywal, z jakim jesienią nie graliśmy, bo oddał mecz walkowerem. Jest to pewna niewiadoma. Spodziewamy się dużej walki, bo w Będzinie gra kilku byłych zawodników Polonii (Sławomir Pielichowski, Michał Szal czy Arkadiusz Kowalczyk – dop. red.). Dla nich to będzie szczególny mecz, przyjadą do Bytomia po 3 punkty – ostrzega Domagała.

 

Na zdjęciu: Dowodzeni przez doświadczonego Marcina Lachowskiego (z prawej) niebiesko-czerwoni rozpoczną jutro walkę o III ligę.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w katowicki sport