Zobacz
Do góry

Babskim okiem. Chcieć, to móc

I to mi się podoba! – wykrzyknęła radośnie moja ulubiona sąsiadka, kiedy przeczytała, że szwedzkie narciarki pokazały mężczyznom jak zarabiać pieniądze.

Od lat bowiem trwają dyskusje, dlaczegóż to panie sportsmenki zarabiają mniej od swych kolegów. A tu taka niespodzianka! Skrupulatni Szwedzi sprawdzili więc, co i jak. Statystyki zaś wykazały czarno na białym, że reprezentanci tego kraju w konkurencjach narciarskich stali w ostatnim sezonie na podium 73 razy, ale aż w 63 przypadkach meldowały się na nim panie. A że za wynikami idą i pieniądze, to szwedzkie narciarki zarobiły zdecydowanie więcej, niż ich koledzy po fachu. W ogólnym zestawieniu wszystkich premii za uzyskane wyniki – jak doniósł właśnie nasz ulubiony korespondent Polskiej Agencji Prasowej ze Skandynawii Zbigniew Kuczyński – pięć pierwszych miejsc zajęły kobiety, a w czołowej dwudziestce było aż 15 pań! Powiedzieć więc można, że w tym przypadku był to prawdziwy nokaut.

Zdecydowaną liderką okazała się biathlonistka Hanna Oeberg, która stała się po tym sezonie bogatsza o 1,8 miliona szwedzkich koron, czyli jakieś 750 tysięcy zetów. Najlepiej zarabiającym z panów był alpejczyk Andre Myhrer, który zgromadził na swym koncie ledwie 600 tysięcy koron, co daje niecałe 250 000 złotych. I jak skomentowały to bardzo celnie szwedzkie media, była to „żałosna jedna trzecia zarobków Oeberg”. Brawo panie! Okazało się, że chcieć, to móc! Żeby zarabiać, trzeba po prostu… wygrywać. No i trzeba mieć charakter.

Babskim okiem. Dzień samuraja

Jeśli zaś o charakter idzie, to w tym miejscu chciałabym koniecznie napisać chociaż kilka słów o niegdysiejszej legendzie australijskiego tenisa, Jelenie Dokić. Jelena skończyła swą sportowa karierę w 2012 roku i po pożegnaniu się z kortem zaczęła tyć. Doszło do tego, że ważyła już nawet 120 kilogramów! To był efekt tego, że znakomita tenisista nie mogła odnaleźć się w tak zwanym „normalnym życiu”. Problemy „zajadała”, a że doszły do tego jeszcze kłopoty ze zdrowiem, więc tyła na potęgę. Ale nie poddała się. Zaczęła z nadwagą walczyć.

Dziś, co udokumentowała zamieszczonymi w sieci fotografiami, schudła o kilkadziesiąt kilo, a – jak oświadczyła – ma zamiar ważyć ostatecznie 66 kilogramów. I ja wierzę, że jej się to uda. Bo przecież chcieć, to móc! No i tak sobie myślę, że wielu z nas mogłoby brać z niej przykład. Wiosnę piękną mamy, lato za pasem, więc spróbujmy – na przykład – pobiegać. Może nie od razu przebiegniemy trasę maratonu czy chociażby półmaratonu. Ale może, kiedyś… Przecież nigdy nic nie wiadomo. Bo pamiętajmy, chcieć – to móc. No i o tym charakterze też zapominać nie wolno.

 

Na zdjęciu: Na starcie 14. PZU Półmaratonu Warszawskiego zameldowały się tłumy. Weźmy z nich przykład i sami też spróbujmy pobiegać.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w felietony