Brazylia. Może w ofertach przebierać

Krytycy Neymara, a tych nie brakuje nawet w Brazylii, uważają, że cała reprezentacja „canarinhos” zyskała na tym, że toksycznego ich zdaniem zawodnika zabrakło w drużynie podczas turnieju o mistrzostwo kontynentu. Nie ulega jednak wątpliwości, że piłkarzem, który zyskał najwięcej na absencji gwiazdora Paris Saint-Germain był Everton Soares. 23-latek przed turniejem był szerzej znany tylko tym, którzy na co dzień interesują się brazylijskimi rozgrywkami ligowymi. Samo jego powołanie na Copa America przez trenera Tite może nie było zaskoczeniem, ale warto zwrócić uwagę na fakt, że zawodnik w drużynie narodowej zadebiutował we wrześniu zeszłego roku, a turniej rozpoczął na ławce rezerwowych, bo trener postawił na Davida Neresa, 22-latka, który miał świetny sezon w Ajaksie Amsterdam.

Gol i asysta w finale

Zawodnik ten rozpoczął zmagania na pozycji lewoskrzydłowego i zagrał w dwóch pierwszych meczach grupowych od pierwszej minuty. W pierwszym z nich, z Boliwią, został w końcówce zastąpiony przez Evertona, który… zdążył strzelić bramkę. W drugim Brazylia dość nieoczekiwanie zremisowała z Wenezuelą, a następnie Tite nie miał już wątpliwości. Z Peru, jeszcze w grupie, od pierwszej minuty zagrał Everton, który strzelił bramkę i zaliczył asystę. Do końca zmagań gracz Gremio Porto Alegre nie stracił zaufania trenera, choć po przerwie w meczu z Argentyną 23-latek został w szatni. Był to jednak zabieg natury taktycznej selekcjonera, który postanowił skupić się na defensywie. W finale Everton znów błysnął strzelając Peru bramkę i notując asystę.

Po wszystkim okazało się, że zawodnik Gremio, z dorobkiem trzech goli i dwóch asyst, został ogłoszony królem strzelców Copa America. Został także wybrany do najlepszej jedenastki turnieju, o czym przed rozpoczęciem rywalizacji nie mógł nawet marzyć. Kim jest zatem zawodnik, który przebojem wdarł się na piłkarskie salony? Jeżeli chodzi o rynek brazylijski, to na pewno nie jest postacią anonimową. W tamtejszej Serie A debiutował jako 18-latek. Gremio wprowadzało go do gry w sposób staranny, a kluczową rolę w zespole zaczął odgrywać pod koniec 2015 roku.

Za 20 mln nie sprzedadzą

W sumie na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Brazylii wystąpił w 115 spotkaniach i strzelił 28 goli. Ma również na swoim koncie 29 meczów i 9 trafień w Copa Libertadores, który zresztą zdobył z drużyną w 2017 roku. Niedługo potem wyjechał na klubowe mistrzostwa świata i w półfinale strzelił decydującego gola w starciu z meksykańską Pachuką. W finale, kiedy Everton w drugiej połowie wszedł z ławki, Gremio przegrało 0:1 z Realem Madryt. Wówczas nikt nie poznał się na niezwykle dynamicznym skrzydłowym, który choć jest prawonożny, zdecydowanie lepiej czuje się na lewym skrzydle.

Musiało minąć kilkanaście miesięcy, aby europejskie kluby wreszcie zwróciły na niego uwagę. Brazylijski dziennik „O Globo” donosi, że zainteresowanie zawodnikiem wyraziły: Atletico Madryt, Bayern Monachium, Borussia Dortmund, Manchester United oraz Napoli! Wydaje się jednak, że najkonkretniejszy jest Arsenal, który do Brazylii wysłał już swojego przedstawiciela, którym niedawno został były piłkarz tego klubu, Brazylijczyk zresztą, Edu. To on ma namówić Evertona do tego, aby wybrał ofertę „Kanonierów”. Pozostaje kwestia ceny, która – najpewniej – ukształtuje się na poziomie ok. 40 mln euro. Wprawdzie piłkarz jest wyceniany przez transfermarkt.de na połowę tej kwoty, ale nie ma szans na to, aby Gremio przystało na 20 mln euro. Tym bardziej, że pod koniec lipca zespół z Porto Alegre rozpoczyna fazę pucharową Copa Libertadores, a w rozgrywkach tych zawsze mierzy wysoko. Co ciekawe brazylijska ekipa wpadła w 1/8 finału na Libertad Asuncion z Paragwaju, czyli zespół, z którym grała w fazie grupowej.

 

Na zdjęciu: Everton Soares (z lewej) po świetnym występie na Copa America może przebierać w ofertach europejskich klubów.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze