Cztery lata po powrocie z niebytu

Środek nocy. Pracownik Victorii siedzi z żoną w samochodzie. – Teraz moja kolej. Zdrzemnij się, ja będę pilnować boiska – mówi żona. Mężczyzna wtula się w koc i szybko zapada w płytki sen sen. Mija kilkanaście minut, otwiera oczy. Patrzy nieprzytomnie – żona śpi. Włącza reflektory, na boisku robi się jasno jak w dzień: A jednak! Są! Dziki. Znów. Całe stadko. Kilka dużych, gromadka małych. Ryją, biegają, zielona trawa znika w mgnieniu oka. Kierowca zapala silnik, wciska klakson, trzeba je jakoś przegonić, jutro sparing.

Od lewej: Prezes Dominik Palka, wiceprezes Nikodem Ryś, członek zarządu Krzysztof Kubik i autor materiału. FOT. MICHAL CHWIEDUK / 400mm.pl

Wszystkie możliwe plagi
Reaktywowana Victoria Jaworzno działa ledwie cztery lata, a już nawiedziły ją chyba wszelkie możliwe plagi. Z dzikami było najwięcej zabawy. Wyraźnie upodobały sobie siedzibę klubu w Jeleniu (dzielnica Jaworzna). – Były u nas trzy razy, boisko za każdym razem było coraz bardziej zryte. Czasem widzieliśmy je na boisku bocznym, ale tam szkód nie robią. Ich celem jest nasze główne boisko treningowe, widocznie tam znajdują swoje przysmaki – mówi prezes klubu Dominik Palka. Próbowali radzić sobie na różne sposoby. Były nocne czuwania, a pierwsze próby grodzenia boiska spełzły na niczym. – Zdążyliśmy dobrze poznać sposób działania dzików. Zwiadowca biegnie naokoło, rozwala siatkę w miejscu, w którym wcześniej wbiegały na boisko i zaraz całe stadko jest na murawie – dodaje.

Budynek klubowy w Jeleniu. FOT. MICHAL CHWIEDUK / 400mm.pl

Dzięki dzikom o Victorii zrobiło się głośno, do Jaworzna przyjechali reporterzy z mediów ogólnopolskich, ale zaraz spakowali kamery, drony i wrócili do domu, a klub został bez boiska. Nie pomogła też… wizyta Papieża. Gdy w 2016 roku Polskę odwiedził Papież Franciszek, wprowadzono zakaz używania broni i klub nie mógł liczyć na pomoc leśniczych. Po trzecim ataku, wreszcie udało się znaleźć sposób na poskromienie żarłocznych zwierzaków. – Z okolicznych złomowisk pozbieraliśmy najróżniejsze żelastwo, pospawaliśmy to w coś w rodzaju ogrodzenia i od tej pory dziki nie przedostały się już na boisko. Skończyliśmy spawanie dzień przed wigilią – opisuje dyrektor sportowy klubu, Nikodem Ryś.
Dziki to jedno, ale tych nieszczęść było znacznie więcej. Boisko zryły też krety i zalała woda. Wichura zerwała ogrodzenie i zniszczyła garaż, pewnej nocy do ośrodka treningowego wdarli się wandale. Wreszcie, na jednym z meczów pomiędzy sobą pobili się między sobą… pracownicy ochrony.

Budowa na zgliszczach
Zapaleńcy, którzy postanowili odbudować Victorię, musieli odnaleźć się na piłkarskim śmietniku. Klub padł w 2011 roku. Aby uciec przed długami, trzeba było założyć zupełnie nowy twór. I choć obecna Victoria (z dopiskiem 1918 w nazwie) jest kontynuatorem tradycji klubu założonego przed stu laty, namacalnie – ma z tego niewiele. Ośrodek treningowy w Jeleniu (ten tak chętnie odwiedzany prze dziki) został przez poprzedniego właściciela klubu sprzedany. Dzisiejsza Victoria ma udostępniony ten teren od prywatnego inwestora. Działka nie okazała się dla niego intratną inwestycją, bo plan zagospodarowania przestrzennego zastrzega, że to miejsce musi być przeznaczone pod rekreację i sport.

Ośrodek treningowy wciąż wymaga inwestycji, ale teren jest bardzo atrakcyjny. FOT. MICHAL CHWIEDUK / 400mm.pl

Dawna Victoria nie ogłosiła upadłości. Jak wynika z zapisów w Krajowym Rejestrze Sądowym – wciąż w stanie likwidacji, a to oznacza, że stowarzyszenie nadal istnieje, wciąż ma więc prawa do herbu i do klubowych pamiątek. Tak więc, choć herb „nowej” Victorii jest łudząco podobny do tego tradycyjnego, to jednak musiał być nieco zmieniony. Pozostały młoty, bo klub kontynuuje górnicze tradycje, zresztą w zespole jest kilku górników.

– Jesteśmy bardzo wdzięczni właścicielowi działki w Jeleniu, bo teren wynajmuje nam za darmo. Musieliśmy jednak doprowadzić to miejsce do stanu używalności, bo początkowo było tu głównie chaszcze, a do pracy nigdy nie było chętnych zbyt wiele osób. Wszystko zrobiliśmy własnymi rękoma, własnymi narzędziami – opisują zgodnie. Dziś klub to kilka osób plus księgowa. Ciągle towarzyszy im uczucie tymczasowości, bo nigdy nie wiedzą, kiedy właściciel działki w znajdzie jednak kupca na teren i będą zmuszeni do opuszczenia obiektu.

– Próbowaliśmy namówić miasto do odkupienia terenu, bo w obecnej sytuacji trudno decydować się grubsze inwestycje, skoro może się zdarzyć, że za kilka tygodni musimy się wynieść. Zresztą na prywatnym terenie nie możemy nawet rozliczać miejskich pieniędzy – podkreśla Palka. Budynek klubowy jest w opłakanym stanie. Na parterze tragedii jeszcze nie ma, ale na piętrze to już ruina, łącznie z przeciekającym dachem. Po awarii instalacji grzewczej – do dziś nie można tu prać, kąpać się, ani ogrzewać. Woda do podlewania boiska jest ciągnięta ośmioma wężami z pobliskiego hydrantu.

Dlatego wciąż utrzymują przy życiu plan B. Jakby musieli się wynieść, mają w rezerwie jeszcze jedno boisko. Dzierżawią obiekt w okolicy szkoły. A faktyczna siedziba klubu mieści się w remizie. Smutną pozostałością po dawnej Victorii są ruiny hali bokserskiej.

Bliżej Krakowa
Ale najważniejsze, że Victoria znów istnieje. – Bez klubu czuliśmy się jak bez domu. Od dziecka się chodziło na każdy mecz i nagle koniec – mówi Ryś. Palka był zawodnikiem Victorii, jest dumny z tego, że grał z Arturem Mikiną. Pokazuje zdjęcia ze stadionu Śląskiego – a barwach Victorii zagrał wówczas sparing z reprezentacją Polski. Przegrali 0:8, a ważną pamiątką jest wspólne zdjęcie z Markiem Citko. W odrodzonej Victorii Palka początkowo nie chciał być prezesem, namówić dał się Bartosz Kadłuczka. Po pół roku Palka go zastąpił, bo i tak spędzał w klubie każdą wolną chwilę. Zresztą Kadłuczka też nie próżnuje. Podczas naszego spotkania pojawia się w klubie. Znalazł tani i solidny piec, teraz trzeba po niego pojechać, dźwigać własnymi rękoma.

Krótki poczet prezesów Victorii 1918 Jaworzno – Bartosz Kadłuczka i Dominik Palka. FOT. MICHAL CHWIEDUK / 400mm.pl

Najłatwiej było pracować zaraz po reaktywacji klubu, gdy było jeszcze nieco więcej chętnych, a i euforia dodawała sił. Dziś jest proza życia. Ale zrezygnować już się nie da. – Jak ja miałbym spojrzeć ludziom w oczy i powiedzieć, że już mi się nie chce? Za dużo wody w Wiśle upłynęło, za dużo ludziom obiecałem, by teraz ot tak zrezygnować – mówi Palka.

Na lodzie zostałaby przede wszystkim drużyna, która ma za sobą już dwa awanse. W drugim sezonie po reaktywacji awansowała do A klasy, rok później była już w lidze okręgowej. W tym roku kolejnego awansu już nie było (Victoria zajęła czwarte miejsce w lidze okręgowej), ale do IV ligi nikomu się nie spieszy. – Wychodzimy z założenia, że lepiej dobrze przygotować się od strony organizacyjnej. Na IV ligę potrzeba budżet wyższy o 100 tysięcy złotych. 300 tysięcy trzeba mieć. Wejść, by potem zaraz spaść, to nie ma sensu, tym bardziej, że przed nami prawdopodobnie reorganizacja rozgrywek – mówi Ryś.
Nowa Victoria, w przeciwieństwie do starej – gra w lidze małopolskiej. Po pierwsze, było taniej, bo Victoria przejęła gro piłkarzy Zrywu Kąty (większość to byli chłopaki z Jaworzna) i taniej było zgłosić ich do innego małopolskiego klubu. Po drugie, chodziło o bezpieczeństwo. – Ja chcę mieć spokój na trybunach. Leżymy w województwie śląskim, ale historycznie bliżej nam do Krakowa – mówi Palka. Minusem mogą być dalsze wyjazdy. Na wiosnę jedna z grup młodzieżowych miała wyjazd do Nowego Sącza, więc stracili cały dzień. Po awansie do IV ligi, a może i wyżej, seniorów też czekać będą dalekie wycieczki.

Całowanie klamek
Głównym sponsorem klubu jest miasto Jaworzno, pomagają też lokalni biznesmeni, ale w trakcie poszukiwań sponsorów dość już klamek pocałowali, pieniędzy wciąż brakuje. Brakuje też sprzętu – traktora albo porządnej kosiarki, bo ta obecna to produkt ogrodowy i po skoszeniu całego boiska ma serdecznie dość i musi udać się do serwisu. Nie brakuje za to ciężkiej pracy i satysfakcji, gdy na meczu pojawi się blisko tysiąc osób. Albo wtedy, gdy do Bibic na mecz decydujący o awansie do okręgówki przyjechało z Jaworzna 800 fanów. – Kibice się postarali, to był fajny moment. A walka trwała do końca, bo w długo przegrywaliśmy 0:1 – opisuje Palka. Teraz myślą już o meczu z okazji stulecia klubu, marzą, by uświetniła je wizyta Wisły Kraków. Chcą zaprosić najsłynniejszych wychowanków Victorii – Jana Urbana, Ryszarda Czerwca, Michała Chrapka. Przypomnieć Polsce o istnieniu najstarszego klubu górniczego.

Komentarze