Farid Ali: Poczuliśmy moc z tyłu

W meczu z Wigrami zagrał pan chyba po raz pierwszy na „10”, za plecami Jakuba Wróbla. Jak się pan czuł na nowej pozycji?
Farid ALI:
– Bardzo dobrze. Cieszę się, że trener Jarosław Skrobacz ustawił mnie na tej pozycji, bo przed przyjazdem do Polski, na Ukrainie, grałem wyłącznie na „dziesiątce”. Zresztą z wyborami trenera się nie dyskutuje, każe mi grać na lewej, czy prawej pomocy, będę tam grał. Prawdę powiedziawszy, nie robi mi to różnicy, przyzwyczaiłem się do gry na boku. Nie ma znaczenia, na której stronie. Poza tym, jeżeli pan zauważył, często z boku boiska schodzę do środka, by zagrać klepkę z kolegą, czy oddać strzał na bramkę przeciwnika, więc tak naprawdę nie rezygnuję z gry na środku.

Zagości pan na stałe na tej pozycji, czy też w sobotnim meczu z Olimpią Grudziądz wróci pan na bok pomocy?
Farid ALI:
– O to trzeba zapytać trenera Skrobacza. Na środku pomocy mamy prawdziwe kłopoty bogactwa, konkurencja jest naprawdę bardzo duża. Teraz jeszcze wróci do składu Damian Tront, który w poprzednim meczu pauzował z powodu żółtych kartek, więc niczego nie można wykluczyć. Dla mnie to bez różnicy, na jakiej pozycji zagram, ale już wspomniany Damian Tront, czy Łukasz Norkowski, na skrzydle nie zagrają.

Po wtorkowym meczu z Wigrami odczuwał pan niedosyt? Do końca wynik był niepewny, bo przypadkowy gol dla gości mógł zniweczyć wasz wysiłek.
Farid ALI:
– To prawda, ale przecież my stworzyliśmy kilka stuprocentowych okazji do strzelenia bramki, tylko ich nie wykorzystaliśmy. Sam mogłem mieć dwie asysty, bo to ja w pierwszej połowie podawałem „Carlosowi”, który nie trafił w światło bramki Wigier, a w końcówce spotkania wypuściłem Rafała Adamka, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem.

W którym z dwóch ostatnich meczów zagrał pan lepiej? Z Podbeskidziem, czy Wigrami? Chodzi mi o pańską opinię, odczucia, a nie ocenę sztabu szkoleniowego.
Farid ALI:
– Ależ pan zadaje pytania… Naprawdę, trudno mi ocenić. Jednak skoro muszę, to wydaje mi się, że lepiej spisałem się w ostatnim meczu. Z Podbeskidziem zagraliśmy bardzo dobrze jako zespół, ale nie graliśmy za dużo piłką, tylko nastawialiśmy się na kontry. Bardzo dobrze radziliśmy sobie w defensywie, przeciwnik momentami był bezradny, nie mógł wiele zdziałać pod naszą bramką. No i ten niesamowity rajd Michała Bojdysa. Ja też miałem okazję do zdobycia gola, ale mi się nie udało. Natomiast lepiej wypadłem z Wigrami, bo to my prowadziliśmy grę i dyktowaliśmy warunki na boisku. Graliśmy bardzo agresywnie, jak wspomniałem wcześniej, mogłem mieć dwa kluczowe podania, po których mogliśmy strzelić bramki.

W dwóch ostatnich meczach nie pozwoliliście przeciwnikom strzelić choćby jednej bramki. Poprawa gry obronnej, w porównaniu do wcześniejszych pojedynków ligowych, była zauważalna gołym okiem. Dużo czasu poświęciliście temu na treningach?
Farid ALI:
– Po porażkach z Chojniczanką i Stalą Mielec wiedzieliśmy, że musimy wziąć się w garść. W trzech meczach – doliczając do nich ten z Zagłębiem Sosnowiec – straciliśmy przecież aż osiem bramek, to stanowczo za dużo. Musieliśmy zacząć wszystko od nowa, ostro pracowaliśmy nad wyeliminowaniem błędów. Teraz, po dwóch meczach, w których nie straciliśmy bramki, poczuliśmy moc z tyłu. Jeżeli utrzymamy ten kurs, to znaczy nie będziemy popełniali rażących błędów, powinno być dobrze, bo w ataku zawsze wykreujemy jakieś sytuacje do strzelenia gola. Trzy-cztery okazje w zupełności wystarczą, by piłka choć raz znalazła się w siatce.

W sobotnim meczu z Olimpią Grudziądz będziecie kontynuowali serię zwycięstw? Przeciwnik ma w składzie najlepszego strzelca pierwszej ligi…
Farid ALI: –
Wierzę, że znowu zdobędziemy trzy punkty. Podstawą będzie zachowanie czystego konto przez naszego bramkarza. Po dwóch zwycięskich spotkaniach do naszej szatni wrócił uśmiech, zauważalny jest luz u wszystkich zawodników. Dzięki temu wszyscy zyskaliśmy pewność siebie i na treningach wszystko nam wychodzi. Dobry humor i chłodna głowa – to podstawa, by wygrać mecz.

Na zdjęciu: Farid Ali (z lewej) zapewnia, że po dwóch zwycięstwach do szatni GKS-u 1962 Jastrzębie znowu zawitała pewność siebie.

Komentarze