Faworyt jak walec

Enea Zastal BC Zielona Góra po raz trzeci w historii z głównym trofeum. W turnieju w Lublinie nikt nie był w stanie mu zagrozić.


Zielonogórzanie byli zdecydowanymi faworytami zawodów. W bieżących rozgrywkach nikt nie jest w stanie im dorównać. W lidze przegrali zaledwie 2 z 25 meczów i w Lublinie potwierdzili dominację. Kroczyli od zwycięstwa do zwycięstwa, bijąc w drodze do finału Asseco Arkę Gdynia oraz mający spore ambicje Arged BMSlam Stal Ostrów Wlkp.

W decydującym spotkaniu zmierzyli się ze PGE Spójnią Stargard, której obecność w finale była ogromną niespodzianką. Stargardzianie mieli być „kopciuszkiem”, na porażkę skazywani byli już w pierwszym meczu ze Śląskiem Wrocław. Prowadzeni przez Filipa Marczaka grali jednak wspaniale, sprawiając kolejne niespodzianki.

Ich wielka przygoda zakończyła się w finale. – Staraliśmy się, daliśmy z siebie wszystko, ale Zastal był za mocny – szczerze przyznał Mateusz Kostrzewski, skrzydłowy PGE Spójni.

Zielonogórzanie od początku nadawali ton grze. Świetnie prezentował się Iffe Lundberg, dla którego było to pożegnanie z naszym krajem; sezon dokończy w CSKA Moskwa. A gdy gracze Spójni mocno go pilnowali, otrzymał wsparcie w osobach Janisa Berzinsa i Geoffreya Groselle’a. Zastal prowadził i choć nie forsował nadzwyczajnego tempa, to całkowicie kontrolował wydarzenia na parkiecie. Gdy trzeba było, mocniej przyciskał i pozbawiał rywali nadziei na sukces. Ich przewaga cały czas wynosiła około 10 punktów.

W końcówce po raz kolejny wielkimi umiejętnościami błysnął Lundberg. Duńczyk dwukrotnie przymierzył z dystansu i to mimo że był pieczołowicie pilnowany. Nic sobie nie robił jednak z obecności obrońców.

Zwycięzcy odebrali z rąk prezesa Polskiego Związku Koszykówki, Radosława Piesiewicza, puchar, medale oraz czek na 150 tysięcy złotych. To drugie trofeum zielonogórzan w tym sezonie; na jego inaugurację zdobyli też Superpuchar.


Na zdjęciu: Na pożegnanie z naszym krajem Iffe Lunberg poprowadził Zastal do Pucharu Polski.

Fot. PressFocus

Komentarze