Zobacz
Do góry

Hokej. Zwycięstwo w bólach

Faworyzowana drużyna z Jastrzębia komplet punktów z Energą zapewniła sobie dopiero 2 sekundy przed końcem meczu!

 

Zdobywcy Pucharu Polski przystąpili do gry bez reprezentacyjnego obrońcy, Jakuba Michałowskiego, któremu we wtorek zmarł ojciec, Krzysztof. Przed rozpoczęciem spotkania kibice minutą ciszy uczcili pamięć tego znakomitego przed laty pięściarza.

Do składu JKH natomiast powrócił napastnik Radosław Sawicki, który z powodu kontuzji opuścił kilka kolejek.

Początek meczu należał do gospodarzy, którzy dwukrotnie zmusili do kapitulacji Krzysztofa Bojanowskiego. Najpierw uczynili to w momencie, gdy na ławce kar odpoczywał Jegor Szkodienko, a potem wykorzystali sytuację 2 na 1. Jastrzębianie nie byliby jednak sobą, gdyby nie sprezentowali rywalom gola.

Grali wprawdzie w osłabieniu, ale mieli wznowienie w tercji rywala. Wygrali je, lecz krążek uciekł Auvinenowi, obrońca JKH dopadł go we własnej tercji obronnej, lecz podał „gumę” na kija Michaiła Jasjana, ten obsłużył Denisa Sergiuszkina, który uderzeniem z pierwszego posłał go w górny róg bramki gospodarzy.

W drugiej odsłonie oba zespoły poszły na wymianę ciosów, oba miały okazje do korekty wyniku, ale albo zawodnicy nie trafiali w światło bramki, albo bramkarze stawali na wysokości zadania.

Końcówka spotkania to scenariusz żywcem wzięty z filmów Alfreda Hitchcocka. Kiedy na dwie minuty przed syreną goście doprowadzili do wyrównania, wykorzystując liczebną przewagę (karę odbywał Kamil Górny), wydawało się, że dogrywka jest nieuchronna. I na to się zanosiło, ale strzał rozpaczy Radosława Nalewajki z półobrotu znalazł drogę do bramki.

– Jastrzębie miało przewagę, o czym świadczy liczba strzałów – powiedział II trener Energi, Michał Plaskiewicz. – Ograliśmy przed play offem drugiego bramkarza, co nas bardzo cieszy. Wynik był prawie remisowy, bo gospodarze zdobyli szczęśliwie bramkę grając w przewadze, po karze, która naszym zdaniem była niesłuszna.

– Każdy mecz po przerwie jest niewiadomą – stwierdził trener JKH, Robert Kalaber. – Mieliśmy cały czas przewagę, ale graliśmy nieskutecznie, a poza tym przy pierwszej bramce dla rywali popełniliśmy poważny błąd. W II i III tercji nie strzeliliśmy bramki z czystych sytuacji, udało się dość szczęśliwie zdobyć zwycięskiego gola. Najważniejsze są jednak punkty, nie styl gry.

 

 

JKH GKS JASTRZĘBIE – KH ENERGA TORUŃ 3:2 (2:1, 0:0, 1:1)

1:0 – Kasperlik – Jabornik – Kostek (5:23, w przewadze), 2:0 – R. Nalewajka – Virtanen (6:43), 2:1 – Sergiuszkin – Jasjan – Fieofanow (15:50, w przewadze), 2:2 – Zieliński – Sergiuszkin (57:53, w przewadze), 3:2 – R. Nalewajka – Jabornik – Urbanowicz (59:58, w przewadze).
Sędziowali: Patryk Kasprzyk i Krzysztof Kozłowski oraz Maciej Byczkowski i Grzegorz Cytawa. Widzów 500.

JASTRZĘBIE: Raszka; Górny (2) – Jass, Kostek – Jabornik, Gimiński (2) – Auvinen, Matusik; Sawicki – Paś – Urbanowicz, Iossafov – Rohtla – Kasperlik, Virtanen – Jarosz – R. Nalewajka, Wróbel – Wałęga (2) – Ł. Nalewajka. Trener Robert KALABER.
ENERGA: Bojanowski (2); Smirnow – Zieliński, A. Jaworski – Kozłow, Jeromienko – Skólmowski (2), Grebienjuk – Naparło (2); Sergiuszkin – Jesajan – Fieofanow (2), Kalinowski (2) – Fraszko – Karczocha, Wołżankin – Szkodienko (2) – Wiejtow, Dołęga – Olszewski – J. Jaworski. Trener Jurij CZUCH.
Kary: JKH – 6 min, Energa – 12 min.

 

Na zdjęciu: Radosław Nalewajka (z prawej) w szczęśliwych okolicznościach zapewnił drużynie JKH zwycięstwo.

Komentarze