Zobacz
Do góry

Kamil Łączek: Piszczkowi się nie odmawia!

Rozmowa z Kamilem Łączkiem, lewym obrońcą, który tego lata zamienił Rozwój Katowice na IV-ligowy LKS Goczałkowice.

Ma pan 29 lat, ostatnie 9 sezonów spędził pan na szczeblu centralnym. Nie za wcześnie, by schodzić aż do czwartej ligi?
Kamil ŁĄCZEK: – Od 5 lipca wraz z żoną jesteśmy szczęśliwymi rodzicami Zosi. Trzeba już myśleć w innych kategoriach, dbać o zapewnienie rodzinie bytu, a nie tylko zabawę w piłkę. Podjąłem decyzję, że zacznę już pracę, którą będę łączył z grą na czwartoligowym poziomie.

Nie wierzę, że nie byłby pan w stanie jeszcze choćby przez rok wyżyć z piłki.
Kamil ŁĄCZEK: – Nie ma już co się cofać. Jakieś oferty były – i to niezłe, ale nie wybitne, skoro nie dawały mi pełnej stabilności finansowej i psychicznej. W momencie, gdy jest się ojcem, to najważniejsze. Otrzymałem konkretne propozycje, ale z kraju, a wyjazd w Polskę nie jest już dla mnie.

Gdyby pan poczekał, może pojawiłby się temat GKS-u Katowice czy Radomiaka, gdzie w późnym stadium okresu przygotowawczego zrobiły się luki na lewej obronie.
Kamil ŁĄCZEK: – Jestem osobą, która lubi mieć pewne sprawy poukładane jak najwcześniej – i pełną wiedzę, na czym się stoi. Może wyczekując do 10 lipca, oferta z któregoś z tych wymienionych klubów faktycznie by się pojawiła. Rozmawiałem o tym ze swoimi menedżerami. Przekaz był jednak jasny: „Można poczekać, ale to nic pewnego”. Gdy mówię „a”, to zwykle dodaję też „b”. Z osobami z Goczałkowic rozmawiałem już w maju. Skoro coś obiecałem, to dotrzymuję słowa.

Dlaczego padło na LKS Goczałkowice?
Kamil ŁĄCZEK: – Zaczęło się od tego, że gdy spadek Rozwoju Katowice z drugiej ligi stał się faktem, pierwotnie powiedziano nam, że zostanie tylko 5-6 doświadczonych zawodników. Mnie w tej grupie nie było. Zadzwonił Damian Furczyk, pomocnik LKS-u, z którym mocno się trzymam i regularnie do siebie dzwonimy. Rzucił krótko: „Dawaj do Goczał!”. Odebrałem to jako żart i odparłem: „No dobra, ale co mogę tam robić? Pracy na dobrym poziomie nie znajdę, a Goczałkowice mnie nie utrzymają w takim stopniu, bym mógł żyć tylko z piłki”. Minęło kilka dni, zawibrował mi telefon. Patrzę na wyświetlacz – jakiś niemiecki numer. Okazało się, że to Łukasz Piszczek! Porozmawialiśmy jeszcze potem osobiście przy okazji ostatniego meczu sezonu, gdy LKS grał ze Spójnią Landek. Potoczyło się to tak, że Łukasz dzięki swoim licznym kontaktom szybko zapewnił mi pracę, która w połączeniu z piłką daje mi dużą stabilność i dobre pieniądze. Nie oszukujmy się – z tym doświadczeniem na rynku, które mam – czyli żadnym – musiałbym szukać pracy w zasadzie „od podstaw”. Nie wiadomo, jakby to wyglądało, czy znalazłbym coś satysfakcjonującego. Wiemy, jaki jest ten rynek dla ludzi bez doświadczenia zawodowego.

Trzecia liga bez Rozwoju?!

Zdradzi pan, co to za praca?
Kamil ŁĄCZEK: – Żadna tajemnica. Od tygodnia jestem zatrudniony w firmie Safety First z Czechowic, z którą współpracuje Łukasz. Jestem kierowcą, rozwożę po Śląsku sprzęt BHP. Ale w Goczałkowicach przekonano mnie nie tylko pracą. Spójrzmy, co dzieje się wokół LKS-u. Powstaje baza treningowa dla akademii, szatnie, nowe boiska trawiaste i sztuczne. To fajny, długofalowy projekt. Uznałem, że warto do niego dołączyć, bo to daje szansę, by coś osiągnąć. A kto wie, może jeszcze jako boczny obrońca przy Łukaszu czegoś się nauczę…

Mocno pan w to wierzy?
Kamil ŁĄCZEK: – Nie chcę wchodzić w jego głowę. Do tego pewnie długa droga, jeszcze trochę grania na światowym poziomie przed Łukaszem. Wiem jedno: takiej osobie nie można było odmówić! To żywa legenda polskiej reprezentacji i polskiej piłki. Osiągnął wiele. Teraz to dla mnie normalne, że przyjeżdża na nasze treningi, sparingi, ale dostrzegam, jak odbierają go nasi przeciwnicy i jakie na wszystkich robi wrażenie. Widać, że przez większość życia obracał się wokół niemieckiego perfekcjonizmu. Niczego mu na topowym poziomie nie brakowało i chce coś podobnego zaszczepić w Goczałkowicach. Niby to półprofesjonalny poziom, ale cała otoczka: sprzęt, powstające zaplecze z nowoczesną superszatnią czy boisko, które będzie prawdziwym dywanem – to robi wrażenie. Nic, tylko z tego korzystać. Ten perfekcjonizm Łukasz zaszczepił w ludziach z LKS-u. Wszyscy wokół żyją klubem, dla wielu to całe życie, zresztą w zarządzie jest choćby pan Kazimierz – tata Łukasza. To osoby zaangażowane w klub aż po uszy.

Rozwój Katowice, w którym spędził pan dwa poprzednie sezony, znika z seniorskiej piłki. Aż nie do wiary, że rok temu przedłużył pan przy Zgody kontrakt o trzy lata…
Kamil ŁĄCZEK: – Czytałem rozmowy z Przemkiem Gałeckim czy Bartkiem Solińskim. To żyjące legendy Rozwoju, nie mogę się nawet do nich porównywać, ale nie dość, że z nimi się zżyłem, to przez ostatnie dwa lata naprawdę ten Rozwój pokochałem. Oddałbym za niego wiele. Niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie przeskoczyć, górę wzięły finansowe tematy. Nie chcę jednak powiedzieć, że jako zawodnicy nie mieliśmy na to wpływu. Mogliśmy pomóc, utrzymać się, wygrać Pro Junior System. To, co się teraz dzieje, to również nasza wina. Nie można mówić, że nas to nie dotyczy. Nie ma jednak co ukrywać, że czyta się, jak miasto wspiera GieKSę, a jak – Rozwój. Łezka w oku się kręci. Przez 21 miesięcy nie było żadnych problemów. Dopiero w ostatnim czasie przestało być lekko, z czego każdy zdaje sobie sprawę. Ale w to już nie wnikajmy. Naprawdę będę wspominał ten czas z sentymentem.

 

Na zdjęciu: Kamil Łączek grał w Tychach, Zdzieszowicach, Górze, Niepołomicach czy Rozwoju, a teraz przychodzi czas na Goczałkowice…

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w katowicki sport