Zobacz
Do góry

ŁKS Łódź. Pyrdoł poleciał innym rejsem

Personalnie wiosną będzie to już inny ŁKS. Mimo że liczyć się będą przede wszystkim punkty, Kazimierz Moskal zapowiada, że styl ma pozostać ten sam.

 

To była taka piękna opowieść. Do ekstraklasy awansowała drużyna, składająca się w większości z zawodników, którzy przeszli szlak od drugiej ligi, a niektórzy nawet od trzeciej (Michał Kołba, Kamil Rozmus, Kamil Juraszek, Maksymilian Rozwandowicz, Piotr Pyrdoł, Jan Sobociński, Patryk Bryła, Jewhen Radionow).

Wyjątkiem w ekstraklasie była obecność czterech wychowanków w składzie, którzy mogli mówić o sobie, że stanowią trzon zespołu: bramkarz Kołba, obrońca Sobociński, pomocnik Pyrdoł i napastnik Rafał Kujawa. Zadziwiał i imponował także fakt, że było w zespole tylko dwóch cudzoziemców: Dani Ramirez i wspomniany wyżej Żenia Radionow, obaj uwielbiani przez kibiców.

Z tej bajki nic już nie zostało. Pierwszym wizerunkowym ciosem była dopingowa wpadka Michała Kołby, potem okazało się, że większość weteranów sobie w ekstraklasie nie radzi. Wiadomo było, że Radionow dostał latem nowy kontrakt za wcześniejsze zasługi i on akurat swój prywatny plan zrealizował, bo w dziesiątym swoim sezonie w Polsce zagrał wreszcie w ekstraklasie.

Liczono na Kujawę, który wrócił do macierzystego klubu po wędrówce po paru klubach – owszem, stać go było na hat-trick w meczu z Koroną i zapowiedź, że najlepsze mecze dopiero przed nim, ale na tym spotkaniu jego ligowa kariera się właśnie skończyła. Po raz drugi strącił poprzeczkę na wysokości ekstraklasy Patryk Bryła, który zapowiadał, że w Zagłębiu Lubin to głównie kopał się w głowę, a teraz w Łodzi pokaże, jak się gra w piłkę.

Rozmus, pewniak w obronie przez trzy sezony, minionej jesieni zagrał tylko trzy razy, w tym raz od 94 minuty, Juraszek był tylko zmiennikiem i wchodził do składu dopiero wtedy, gdy po kolejnej wpadce musiał „zresetować się” któryś z kolegów. Kończy (na razie?) tę serię odejście Piotra Pyrdoła, ełkaesiaka w trzecim pokoleniu, który szansę na rozwój swojej kariery znalazł w Legii i opuszcza macierzysty klub akurat wtedy, gdy zaaklimatyzował się już w ekstraklasie i doceniony został przez selekcjonera kadry młodzieżowej.

Piękne ideały trzeba było więc odłożyć na bok i uznać, że sposób budowania drużyny latem 2019 roku był błędny. Widać to było zresztą już w połowie rundy jesiennej, po serii ligowych porażek, bo z zawodników ściągniętych latem furory nie zrobili Guima, Pirulo i Srnić, a jedynym istotnym wzmocnieniem było przyjście weterana Arkadiusza Malarza, który powinien mieć na nazwisko Murarz, bo skutecznie wielokrotnie zamurował bramkę.

Własnymi siłami i ambicją w ekstraklasie wiele zwojować się nie da – o tym kibice ŁKS i szefowie klubu już doskonale wiedzą, bo na własnej skórze się o tym dotkliwie przekonali.

W sobotę do Side w Turcji wyjechał już inny zespół. W porównaniu z rundą jesienną nie ma w nim Rozmusa, Juraszka, Bryły, Radionowa, Łuczaka, Kujawy, Kalinkowskiego, a także wnuczka Pyrdoła (w ŁKS grali także jego dziadek i tata), który rozpoczął wprawdzie przygotowania w zespole trenera Kazimierza Moskala, ale w ciągu minionego tygodnia przeszedł testy medyczne i podpisał kontrakt z Legią.

W przeciwieństwie do wymienionych wcześniej on akurat do Turcji też poleciał, ale już innym rejsem – z zespołem Legii do Belek. Jego łódzki kontrakt miał skończyć się w czerwcu, ale kluby doszły do porozumienia i Pyrdoł już teraz został zawodnikiem Legii. Dostał nawet numer w nowym klubie – 31.

Dyrektor sportowy Krzysztof Przytuła otrzymał zamówienie na bocznych obrońców, stopera oraz dwóch napastników. Przywiózł więc do Łodzi 32-letniego Macieja Dąbrowskiego (dwukrotnego mistrza Polski z Legią, ostatnio na ławce Zagłębia Lubin), Hiszpana Carlosa Morosa z zespołu Sundsvall ze szwedzkiej ekstraklasy i Słoweńca Tadeja Vidmajera (od dziesięciu lat podporę NK Celje) oraz napastników – kolejnego Hiszpana Samu Corrala (Talavera z III ligi) i Jakuba Wróbla, który przez ostatnie półtora roku strzelił 17 goli w I lidze dla Garbarni i GKS Jastrzębie.

Poza Dąbrowskim wszyscy to zawodnicy w „sile wieku” (26-29 lat), a więc doświadczeni, ale i nadal z potencjałem. Liczba obcokrajowców z zespole wzrosła już więc do siedmiu (i tak nadal mniej niż w innych klubach), z wychowanków pozostał tylko jeden (Sobociński – nie wiadomo, na jak długo), a piłkarzem z najdłuższym stażem w drużynie jest teraz Rozwandowicz, który ma na koncie 102 mecze w pierwszym zespole od sezonu 2016/17.

Do Side, na najdłuższe, bo aż 20-dniowe, w historii ekstraklasy zgrupowanie przed sezonem, pojechali już wszyscy nowopozyskani. Trener Moskal twierdzi, że kadra jest na 99 procent zamknięta. Pojechało 26 zawodników, ów jeden brakujący procent, to pewnie… dodatkowa para butów dla któregoś z napastników.

A może „młodzieżowiec” Paweł Olszewski (jesienią wypożyczony przez Jagiellonię Stali Mielec), którym ŁKS jest zainteresowany jako regulaminowym zmiennikiem Sobocińskiego? Drużyna rozegra sześć sparringów, najbliższy już 15 stycznia z azerskim Neftczi Baku.

Co z tymi, dla których zabrakło biletów do Turcji? Bryła ma iść do GKS Bełchatów, Radionow do Stali Rzeszów (to w drugiej lidze Żenia był królem strzelców), Juraszek do Stali Mielec. Łuczaka, Kalinkowskiego, Kujawę i Dampca oglądać będzie można zapewne na boisku przy Minerskiej w meczach rezerw w IV lidze.

Personalnie wiosną będzie to już więc inny ŁKS. Mimo że liczyć się będą przede wszystkim punkty, Kazimierz Moskal zapowiada konsekwentnie, że styl ma pozostać ten sam – odważny, ofensywny, ale jednocześnie wyrafinowany, techniczny futbol. Może chociaż to zostanie z obrazu zespołu, jaki malowano latem.

Komentarze