Zobacz
Do góry

Miękkie lądowanie wygnanego pitbulla

Bartłomiej Poczobut do sezonu przygotowywał się z GieKSą i choć pożegnał się z nią w mało chlubnych okolicznościach, to nie tylko szybko trafił do łódzkiej drużyny, ale stał się też jej pewnym punktem.

Po spadku miał zostać w Katowicach, przepracował z zespołem pierwsze tygodnie okresu przygotowawczego, ale zbyt intensywne świętowanie końca zgrupowania w Rybniku-Kamieniu nie uszło uwadze kibiców, dlatego jego kontrakt – podobnie jak Adriana Frańczaka, Mateusza Kamińskiego i Mateusza Mączyńskiego – został rozwiązany. Bartłomiej Poczobut, bo o nim mowa, spadł jednak na cztery łapy. Dziś powinien wybiec w wyjściowym składzie Widzewa na szlagierowy mecz z GKS-em (19.10), w którym spędził nieco ponad rok.

„Wy w nas nie wierzycie”

– Jego pobyt przy Bukowej można podzielić na dwa etapy – mówi Błażej Gruszczyński z kibicowskiego portalu gieksa.pl. – Gdy trafił do nas z Bytovii, robił bardzo dobre wrażenie, pasował do taktyki trenera Jacka Paszulewicza, który powtarzał, że na pozycji defensywnego pomocnika potrzebuje pitbulla. Awansu jednak nie wywalczyliśmy, a w kolejnym sezonie, przy Dariuszu Dudku, Poczobut grał mniej. Wiosną wystąpił dopiero w trzecim meczu, w Jastrzębiu, gdzie wygraliśmy. Przebąkiwaliśmy nawet coś w stylu, że wrócił Poczobut – to wróciły wyniki. Inaczej zaczęliśmy patrzeć na niego za sprawą wywiadu, jakiego udzielił po remisie w Niecieczy. Mówił: „Utrzymamy GieKSę w pierwszej lidze. Wy w nas nie wierzycie, ale prawdziwi kibice są z nami na dobre i na złe”, a poza nagraniem dodał, że od tych prawdziwych kibiców otrzymuje wiele sms-ów ze słowami otuchy. Cóż, uznaliśmy, że przynajmniej miał odwagę powiedzieć, co myśli. Odwagi brakło za to po spadku. Większość zawodników nie wypowiadała się, Poczobut też zniknął. Ale skoro był takim pitbullem, to spodziewałbym się, że coś powie. No chyba, że odpisywał na sms-y tych prawdziwych kibiców… – opowiada Gruszczyński.

Z lekką szyderą

Wielu kibiców GKS-u pozytywnie przyjęło rozstanie z czwórką zawodników po obozie w Kamieniu, noszącym jasne znamiona dyscyplinarnego. – Innej decyzji nie można było podjąć, a przedstawiciele klubu na spotkaniu z kibicami zaznaczali, że na pewno nie zastanawiali się, czy zliberalizować kary z uwagi na obecność w tym kwartecie Poczobuta. Gdyby mecz z Widzewem był teraz grany przy Bukowej, to podejrzewam, że gwizdów by nie było. Spotkałby się z lekką szyderą z trybun, ale być może do wiosny całkiem już zapomnimy. W kadrze łodzian jest Łukasz Zejdler, a kto go dziś u nas pamięta? – zapytuje redaktor portalu gieksa.pl.

26-letni pomocnik wystąpił w tym sezonie we wszystkich spotkaniach łodzian. Tylko raz trener Marcin Kaczmarek nie wystawił go do pierwszego składu.

Nie zamierza się podpalać

– Jest królem statystyk defensywnych – mówi Arkadiusz Stolarek z Widzew TV. – Program InStat wskazuje, że ma w drużynie najwięcej odbiorów, jest liderem w pojedynkach w obronie, wygrywa ich więcej niż boczni czy środkowi obrońcy. Jest skuteczny w działaniach, dobrze się ustawia. Ma dwie żółte kartki i jest nie tylko najczęściej faulującym, lecz też… faulowanym zawodnikiem. Z meczu na mecz gra coraz odważniej, potrafi napędzić akcję szybkim podaniem, dał już kilka „ciastek”. Sprawia bardzo dobre wrażenie. Solidny transfer. Chyba nie ma osoby, która powiedziałaby, że żałuje jego przyjścia – dodaje Stolarek.

Sam Poczobut mówi, że skupia się na tym, co tu i teraz. – Z pewnością nie żałuję, że tak potoczyły się moje losy. Cieszę się, że dostałem ofertę z Widzewa i mogłem tu trafić. Tego meczu nie traktuję jakoś wyjątkowo. Nie zamierzam się przed nim specjalnie „podpalać”. Oba kluby mają dobrą passę, mogą pochwalić się serią zwycięstw. Pod tym względem zapowiada się naprawdę interesująco – przyznaje Poczobut.

Na zdjęciu: Bartłomiej Poczobut przez kibiców GieKSy nie jest wspominany zbyt ciepło, co nie przeszkodziło mu w szybkiej aklimatyzacji w mocnym Widzewie.

Komentarze