MKS Dąbrowa Górnicza – Trefl Sopot. Spóźniona inauguracja

Dąbrowski MKS po niemal trzech miesiącach wreszcie zainaugurował sezon we własnej hali. Do tej pory musiał grać na wyjazdach, bo „jego” obiekt był w remoncie. Nie była to jednak udana inauguracja. Trefl wygrał pewnie, ale miał bardzo ułatwione zadanie.


Gospodarze do wczorajszego starcia przystąpili bowiem bez swojego największego asa, Sachy Killeya-Jonesa. Amerykanin w ostatnim spotkaniu z Polskim Cukrem Toruń, podczas wejścia pod kosz, doznał poważnej kontuzji i dla niego sezon dobiegł końca. Jakby mało było pecha, już w 2 minucie parkiet opuścił Mikołaj Ratajczak, który doznał urazu kolana i czeka go prawdopodobnie przynajmniej miesięczna przerwa.

Mimo problemów gospodarze walczyli dzielnie, nie dając za bardzo „odskoczyć” rywalom. Dwukrotnie udało im się nawet objąć prowadzenie, w drugiej i trzeciej kwarcie. W tym drugim przypadku wydawało się nawet, że zdołają złamać sopocian. Po trafieniu Elijaha Wilsona prowadzili 51:48, ale odpowiedź gości była zabójcza. Zdobyli 9 punktów z rzędu i prowadzenia już nie oddali.

W MKS-ie bardzo widoczny był brak Killeya-Jonesa. To przecież czołowy strzelec i zbierający ligi. Pod niego nieobecność dąbrowianie nie mieli argumentów, by zatrzymać podkoszowych Trefla. Zwłaszcza Dominik Olejniczak nie miał problemów ze zdobywaniem kolejnych punktów. Bliski był double-double; zdobył 19 punktów i miał 8 zbiórek. Kluczowym zawodnikiem okazał się jednak Michał Kolenda. To on ciągnął zespół w decydujących momentach i trafił z dystansu na 2 minuty przed końcem, gdy miejscowi byli blisko odrobienia strat…

MKS Dąbrowa Górnicza – Trefl Sopot 72:81 (16:23, 15:16, 20:19, 21:23)

DĄBROWA G.: Moore 25 (2×3), Mazurczak 4, Ratajczak, Motylewski 2, Michał Nowakowski 9 (2×3) – Marek Piechowicz 4, Wilson 11 (1×3), Ciżauskas 13 (1×3), Dawdo 2,m Kroczak 2. Trener Alessandro MAGRO.

SOPOT: Ł. Kolenda 11, Paliukenas 7, Olejniczak 19, Moten, Gruszecki 3 (1×3) – Ziółkowski, Haws 18 (3×3), M. Kolenda 19 (2×3), Leończyk 4, Rompa. Trener Marcin STEFAŃSKI.


Fot. PAP/Andrzej Grygiel

Komentarze