Nauczył Glika strzelać głową

Takie trafienia Kamila Glika, jak to w meczu z Bośnią i Hercegowiną nie są dziełem przypadku. Wszystko zostało wypracowane odpowiednio wcześniej.


W poniedziałkowym spotkaniu w Zenicy Kamil Glik, podobnie jak jego przyjaciel z murawy Kamil Grosicki, rozgrywał 75. mecz w narodowych barwach. Obaj uczcili ten fakt pięknymi trafieniami głową, które dały nam historyczne, bo pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach Ligi Narodów . Glik miał jeszcze inne szanse na gola w starciu z Bośniakami, ale ostatecznie skończył na jednej bramce.

Glik jak Gorgoń

Na swoim koncie w biało-czerwonych barwach ma teraz 6 trafień, w większości oczywiście zdobywanych głową i jeśli chodzi o ich liczbę, jest w tej chwili jednym z najskuteczniejszych obrońców w historii polskiej piłki. Zdobywając na stadionie „Bilino polje” gola, zrównała się w ich liczbie m.in. z Jerzym Gorgoniem, który też pruł bramkę rywala, a do siatki potrafił trafić nie tylko głową, wykorzystując swój imponujący wzrost 192 centymetrów, ale zaskoczyć też bramkarza potężnym strzałem.

Do historii polskiej piki przeszło jego trafienie w meczu z Haiti na mistrzostwach świata w RFN w 1974 roku, kiedy potężnym uderzeniem z okolic 30 metra (komentator Jan Ciszewski mówił o „armatnim strzale),, posłał piłkę do siatki. To jedna z najładniejszych bramek, jakie nasi reprezentanci zdobyli w historii swoich gier na mistrzostwach świata.

Teraz pod względem goli śląskiego obrońcę dogonił… inny śląski środkowy defensor. Glik, jak pokazuje na przestrzeni swojej bogatej kariery, też niejeden raz potrafił zaskoczyć pod bramką rywala. W Torino FC, gdzie ma status legendy, w jednym sezonie potrafił zdobyć 7 bramek. Było to w rozgrywkach 2014/15.

Pięć goli zdobył wtedy po strzałach głową, a dwie prawą nogą. Kiedy podchodził wtedy pod bramkę przeciwnika, fani Torino skandowali głośno i charakterystycznie „Glik! Glik! Glik!”. Wyrównał wtedy rekord samego Zbigniewa Bońka, który w sezonie 1985/86 zdobył 7 goli dla AS Roma.

Miał dobrego nauczyciela

Efektowne trafienia Glika nie są przypadkiem. W Wodzisławskiej Szkole Piłkarskiej, gdzie w poprzedniej dekadzie uczył się piłkarskiego abecadła, miał dobrego nauczyciela, a chodzi o Janusza Pontusa. Ten były piłkarz m.in. Górnika Zabrze, a potem drugoligowej Odry Wodzisław, uchodził w latach 80., za jednego z najlepiej grających piłkarzy głową na naszych ligowych boiskach.


Czytaj jeszcze: Brawa dla Kamilów!

– Z czego się to wzięło? Do 16. roku życia w Sławnie, skąd pochodzą, grałem i w piłkę i w zespole szkolnym w siatkówkę. To pomogło w wyćwiczeniu wyskoku, w skoczności. Potem, już w tej ligowej piłce, miałem dobrych trenerów, którzy akurat na ten element zwracali uwagę, a chodzi o takich szkoleniowców, jak Podedworny, Kostka czy Łazarek. Teraz to element, który jest kompletnie zaniedbany na treningach, czy to w profesjonalnych zespołach, czy w szkoleniu dzieci – mówi Pontus, który od lat z powodzeniem prowadzi piłkarską akademię. To nie przypadek, że wychowankowie WSP, jak Glik, Kamil Wilczek czy Szymon Matuszek są dobrzy czy bardzo dobrzy w tym akurat elemencie.

– Podobnie teraz w zespole do lat 15 mam wielu świetnie grających głową zawodników. Ćwiczymy z piłkami do siatkówki, które są lżejsze i bardziej odpowiednie w szkoleniu dzieci niż te do futbolu, które są ciężkie. Chłopak kilka razy odbije taką piłkę i ma blokadę. Co innego z piłkami do siatkówki. Tak ćwiczyłem z Glikiem i Wilczkiem, tak też trenujemy i teraz. Do tego dochodzi oczywiście trening specjalistyczny – tłumaczy Pontus, który w dużej części, jako trener, stoi za tak dobrym wyszkoleniem Glika w grze głową.


Najskuteczniejsi w historii

Zdobywając gola w meczu z Bośnią i Hercegowiną Kamil Glik, wspólnie z Jerzym Gorgoniem, Tomaszem Hajto i Tomaszem Kłosem, jest najskuteczniejszym obrońcą w historii reprezentacyjnej piłki. Wszyscy mają na koncie po 6 bramek. Glik zdobywał gole w meczach z Tajlandią (debiut), Anglią, Gruzją, Kazachstanem, Łotwą i w poniedziałek z Bośnią. Z wyjątkiem meczu z Tajlandią pozostałe były w meczach o punkty.


Na zdjęciu: Od lewej: Kamil Glik, Marcin Pontus – piłkarze WSP oraz Janusz Pontus w Madrycie w 2007 roku.

Fot. Archiwum WSP

Komentarze