Postać kolejki. Jarosław Niezgoda, który rozwiewa wątpliwości

Na Łazienkowskiej pojawił się w styczniu 2016 roku. Wisła Puławy sprzedała go za 150 tysięcy euro, ale Niezgoda nie zadebiutował w ekstraklasie w rundzie wiosennej. Zagrał tylko w 10 meczach III-ligowych rezerw, strzelając w nich… 10 goli. Potem został wypożyczony do chorzowskiego Ruchu (27 meczów – 10 bramek w ekstraklasie), po powrocie do Legii był jej najlepszym snajperem (27 m – 13 goli).

Poprzedni sezon Niezgoda musiał spisać na straty, to był dla niego wyjątkowo pechowy okres. Wykryto u niego wadę serca i konieczny był zabieg. Rekonwalescencja trwała dwa miesiące, a po jej zakończeniu odnowiła mu się kontuzja pleców. W kwietniu br. naderwał mięsień dwugłowy i wypadł z gry na trzy tygodnie. Summa summarum w ekstraklasie zagrał zaledwie w 5 meczach, z czego ani razu w podstawowym składzie. Spędził na boisku ledwie 138 minut!

Bieżące rozgrywki to już zupełnie inna bajka. Przed tygodniem strzelił dwa gole w meczu z ŁKS-em (3:2), w niedzielę zapisał na swoje konto hat-tricka w potyczce z innym beniaminkiem, Rakowem Częstochowa. – Czuję, że udowodniłem, że zasługuję na miejsce w pierwszym składzie – powiedział po zakończeniu meczu. – To dla mnie nowe otwarcie. Jeżeli zdobywasz bramki, sytuacja zmienia się diametralnie. Możesz grać bardzo dobrze, nawet świetnie, lecz jeżeli nie będziesz strzelał goli, nikt nie będzie traktował cię jak napastnika i nie obdarzy cię zaufaniem.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 
ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze