ROW 1964 Rybnik. Równania z niewiadomymi

Wiem, że brzmi to jak herezja, ale według nieoficjalnych informacji – na spotkaniu z piłkarzami – prezes Henryk Frystacki powiedział, że klubu – ze względów finansowych – nie byłoby stać na występy w II lidze.

To, że w ROW-ie się nie przelewa jest tajemnicą poliszynela. Żaden z zawodników nie miał co do tego żadnych wątpliwości, gdy prezes Frystacki wyczytał listę piłkarzy, których klub chce zatrzymać na następny sezon. Otwierał ją Kamil Spratek, drugi był kapitan zespołu Jan Janik, a kolejnymi na liście byli zawodnicy, z których większość dopiero uczy się futbolowego rzemiosła. Młodzi, zdolni, ale co poza tym?

Pytanie jest jak najbardziej na miejscu i powinni je sobie postawić działacze ROW-u. Większość tych młodzieżowców i juniorów rywalizuje na szczeblu klasy okręgowej. O ile 8. miejsce w tabeli jest do przyjęcia, o tyle strata aż 28 punktów do lidera jest raczej powodem do wstydu niż dumy. Czy ci młodzi chłopcy mieliby ciągnąć wózek w III lidze? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że nie daliby rady. Wystarczy spojrzeć, jak silna będzie ta liga. Nie zamierzam straszyć piłkarzy ROW-u, lecz rzut oka wystarczy, by zorientować się, jak trudne zadanie przed nimi.

Przed rozpoczęciem sezonu 2018/19 prezes Henryk Frystacki powiedział: „Interesuje mnie pierwsza szóstka w tabeli i pierwsza czwórka w Pro Junior System”. Ambitny plan, lecz nijak nie przystający do możliwości i potencjału drużyny z Rybnika. Skończyło się na 16. miejscu, równoznacznym z degradacją do III ligi oraz 10. miejscem w PJS.

Warto chyba zastanowić się nad korektą planu na najbliższy sezon. Może przekonać jeszcze kilku doświadczonych zawodników (na myśl przychodzą mi przede wszystkim Marek Krotofil, Szymon Jary, Przemysław Brychlik czy Michał Bojdys) i wokół nich zbudować drużynę, która nie poleci na łeb, na szyję, tylko zatrzyma się w III lidze. W tej chwili w Rybniku rozpoczęła się gra o przetrwanie i jeżeli uda się zatrzymać zjazd, to może będzie nadzieja na lepsze jutro.

Kolejną niewiadomą jest obsada trenerskiego stołka. Doświadczeni piłkarze byli zadowoleni ze współpracy z Jackiem Trzeciakiem, jednak to nie do nich należy ostatnie słowo. „Pod ręką” jest Roland Buchała, lecz nie jest jeszcze przesądzone, że właśnie on przejmie stery. Być może działacze ROW-u obdarzą zaufaniem innego szkoleniowca, którego i tak czeka ogrom pracy. Im szybciej zapadną decyzje w kluczowych sprawach, tym lepiej. Gra na zwłokę w tych konkretnych okolicznościach wcale nie musi być optymalnym rozwiązaniem.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze