Zobacz
Do góry

Ruch Chorzów. „Ecik” wrócił do domu

Na taką wiadomość kibice Ruchu Chorzów czekali od dawna. Łukasz Janoszka znów będzie grał dla „Niebieskich”. Piłkarz, który w klubie z Cichej rozegrał ponad 200 spotkań i zdobył trzy medale, podpisał kontrakt aż do 2023 roku.

Już dawno transfer piłkarza nie budził wśród kibiców Ruchu tak dużych pozytywnych emocji. Wczoraj rano stało się.

– Wróciyłch – oznajmił Łukasz Janoszka na specjalnie przygotowanym przez chorzowski klub filmiku, w którym przypomniano, jak przed blisko pięcioma laty fani „Niebieskich” długo skandowali jego nazwisko po wyjazdowym meczu z Zagłębiem Lubin, w którym wówczas grał. „Hej Ecik, wracaj do domu” – śpiewali wówczas. Urodzony 18 marca 1987 roku syn wybitnego snajpera Ruchu Radzionków wkrótce wkroczy w wiek chrystusowy, dlatego można wierzyć, że przed nim jeszcze kilka sezonów solidnej gry. Przy Cichej parafował wczoraj 3-letni kontrakt.

– Powrót do Ruchu jest dla mnie bardzo przyjemnym odczuciem. Jestem bardzo pozytywnie nastawiony. Mam nadzieję, że będę mógł pomóc drużynie przede wszystkim na boisku, taki mam cel. Trzyletnia umowa daje mi stabilizację. Cieszę się, że tak szybko udało nam się dogadać z prezesem. Wszystko zamknęło się właściwie w dwóch spotkaniach – jednym luźnym i drugim, gdy już ustalaliśmy warunki i dopinaliśmy szczegóły – powiedział „Ecik”, cytowany przez klubowe media.

Na minę by nie wsadził

O szansie na jego powrót „Sport” informował jako pierwszy dokładnie 6 grudnia. Dzień wcześniej Stal Mielec, której barw Janoszka bronił przez cały 2019 rok, umieściła go na liście transferowej. Niecały tydzień temu – z powodu przekraczających dwa miesiące zaległości finansowych – rozwiązał kontrakt z winy klubu. Niektórzy kibice żartują, że „Niebiescy” wzięli rewanż na mielczanach sprzed 2,5 roku. Wtedy to z winy klubu umowę z Ruchem rozwiązał Rafał Grodzicki. Wylądował w Mielcu i chorzowianie musieli pokrywać różnicę między jego pensją z Cichej a tą, jaką wynegocjował na Podkarpaciu. Teraz sytuacja jest odwrotna, bo jeszcze przez pół roku na mieleckiej liście płac będzie figurował Janoszka. Z pewnością był to czynnik ułatwiający negocjacje, ale wielu w Chorzowie wątpiło, że powrót „Ecika” ziści się już tej zimy, gdy Ruch gra ledwie w III lidze.

– Na początku uznawałem to za realne. Potem, gdy słyszało się o zainteresowaniu klubów z I ligi czy ekstraklasy, myślałem już sobie: „będzie problem”. Co prawda Łukasz mówił, że chce być bliżej domu, bliżej rodziny w Chorzowie, ale nie wykluczałem, że może zdecyduje się jeszcze na wyższy szczebel. My przecież później – za pół roku czy rok – też widzielibyśmy go u nas. Przychodzi już teraz, jako młodszy zawodnik, grający ostatnio w zespole walczącym o ekstraklasę. Duża radość. To bardzo dobre zagranie również wizerunkowo. Fakt, że taka osoba jest z nami, pozytywnie wpłynie na sposób postrzegania Ruchu – mówi trener Łukasz Bereta.

Janoszka przyznawał, że śledzi to, co dzieje się przy Cichej, był na bieżąco z poczynaniami drużyny w rozgrywkach III grupy III ligi. Jesienią był na jednym z meczów.

– Niecałe pół roku temu „Ecik” pojawił się u nas i już wtedy powiedział, że myśli o powrocie – opowiada Tomasz Foszmańczyk, środkowy pomocnik i kapitan Ruchu. – Namawiałem go bardzo. Gdyby istniało ryzyko, że coś może organizacyjnie w klubie podupaść, że może nie być poukładane, to bym nie namawiał. Zbyt dobrze i zbyt długo się znamy, chyba nikt nie chciałby w taki sposób tracić wieloletnich znajomości. Nie wsadzałbym kogokolwiek na taką minę. Mam jednak świadomość tego, co dziś dzieje się w Ruchu i jak może pomóc nam „Ecik” w klubie czy szatni. Ona jest bardzo młoda i będzie się musiał na nią przestawić, ale myślę, że z tym nie będzie problemu – przyznaje „Fosa”.

Wysiadka na Stroszku

Foszmańczyk i Janoszka znają się od lat. Ten pierwszy – rocznik 1986. Ten drugi – 1987. Obaj pochodzą z Bytomia, obaj jako nastolatkowie debiutowali w seniorskim zespole Ruchu, gdy ten przeżywał trudny drugoligowy czas.

– Znamy się od młodzieńczych lat, wspólnie trenowaliśmy w młodzieżowych drużynach Ruchu. Chodziliśmy do tej samej szkoły – technikum na Batorym – dlatego spędzaliśmy razem sporo czasu. Kursowaliśmy między szkołą, klubem a Bytomiem, w którym mieszkaliśmy. Nie był to czas, gdy każdy miał auto, korzystało się z komunikacji miejskiej. Ja wysiadałem wcześniej, Łukasz jeździł aż na Stroszek – wspomina Foszmańczyk. On wtedy – lata 2005-06 zadebiutował szybciej i grywał więcej od Janoszki.

– Jestem rok starszy, dlatego to poniekąd naturalne. „Ecik” od początku był jednak bardzo perspektywiczny. Początkowo był ustawiany w ataku, dlatego rywalizację miał niełatwą. Byli u nas Mariusz Śrutwa i Krzysztof Bizacki, gole strzelał też Piotrek Bajera. Podejrzewam, że gdyby od zaraz wystawiano Łukasza na boku pomocy, to łapałby więcej minut. Z roku na rok spisywał się lepiej i swoją postawą zasłużył na to, by traktowano go jako naprawdę wartościowego piłkarza dla tej „nowożytnej” historii Ruchu. Od tamtej pory Łukasz niewiele się zmienił. To dalej normalny facet, który nie wynosi się ponad innych. Podejrzewam, że bez trudu każdy będzie mógł z nim złapać kontakt, czegoś się nauczyć. Ma świecić przykładem na boisku, w szatni, w klubie – podkreśla „Fosa”.

Dla kogo opaska?

Od odejścia Janoszki z Cichej – do Lubina – mija sześć lat. Przez ten czas nie dawał jednak o sobie zapomnieć. Nie tak dawno wstąpił w szeregi stowarzyszenia kibiców „Wielki Ruch”.

– Jego powrót do Ruchu traktuję wręcz osobiście – mówi Grzegorz Joszko, wiceprezes stowarzyszenia. – Łukasz jest postacią bardzo związaną z klubem, jego zakontraktowanie powoduje kolejny przypływ nadziei na lepsze jutro. Pozytywnych sygnałów jest sporo, mam nadzieję, że to wszystko nabierze jeszcze większego rozpędu. Supermagnesem dla kibiców są przede wszystkim wyniki, ale jestem pewien, że „Ecik” przyciągnie na trybuny trochę osób, które ostatnimi czasy o Ruchu zapomniały i dawno nie było ich przy Cichej – przekonuje Joszko.

Od początku szalonego III-ligowego sezonu – to najniższy szczebel, na jakim kiedykolwiek grali „Niebiescy” – za twarz sportowej odbudowy Ruchu uchodzi Foszmańczyk. Niemalże wychowanek, też wrócił po latach do klubu, mocno angażuje się w jego sprawy również pozaboiskowe, zaraża pozytywną energią. Teraz te twarze będą co najmniej dwie. A opaska kapitańska jest tylko jedna…

– Nie wiem, czy „Ecik” to w ogóle rozważa, decyzja będzie należeć do trenera – śmieje się „Fosa”, dość zaskoczony naszym pytaniem o kapitańską opaskę.

– Jeśli trener wyrazi chęć zmiany… Wydaje mi się jednak, że nasza współpraca na razie przebiega nieźle – dodaje Foszmańczyk.

Trener Bereta: – Patrząc na doświadczenie, przeszłość w Ruchu, Łukasz będzie w szatni numerem 1. To duża osobistość i nie warunkuje tego kapitańska opaska lub jej brak.

Nowy właściciel „czternastki”

„Ecik” został zaprezentowany w koszulce z numerem 14. Nowych cyferek na plecy poszukać będzie musiał Mateusz Bartolewski (wrócił po nieudanych testach w Rakowie Częstochowa), dotychczasowy posiadacz czternastki. Opaska jest jedna, numer 14 jest jeden, ale osób potrzebnych do ciągnięcia na boisku niebieskiego wózka – znacznie więcej, a na taką pomoc przede wszystkim liczą przy Cichej.

– Jako trener cieszę się, że będę miał okazję pracować z zawodnikiem, który grał w Ruchu nie w latach posuchy, a gdy była tu ekstraklasa i bardzo dobre wyniki. Rozegrał sporo meczów w ekstraklasie, zdobył trochę bramek, nie jest jeszcze wiekowym zawodnikiem. Ostatnią jesień w Mielcu trochę pokrzyżowały mu kontuzje, ale i tak nie można powiedzieć, że grał mało. Wiosną strzelił dla Stali sporo goli, wcześniej grał w ekstraklasie w Lubinie. Mam nadzieję, że w trzeciej lidze będzie dużą indywidualnością, która wkomponuje się w drużynę. Bo liczy się drużyna. „Mario” Idzik czy Tomek Foszmańczyk dawali jesienią wiele, ale byliśmy mocni jako całość – zwraca uwagę Łukasz Bereta, który jest już po pierwszej rozmowie z najnowszym nabytkiem.

– Przyznał, że na lewym bądź prawym skrzydle czuje się najlepiej, ale w grę wchodzą też pozycje nr 10 i 9. To jego bardzo duży atut, a dla trenera komfort, że mamy tak uniwersalnego zawodnika., mogącego grać na czterech pozycjach – uśmiecha się Bereta.

Pozycja wicelidera po rundzie jesiennej, sporo pozytywnych wieści natury organizacyjno-finansowej, poprawiająca się atmosfera… Najważniejszym prezentem dla kibiców Ruchu – w roku 100-lecia – byłby oczywiście awans na szczebel centralny. „Ecik” ma w tym pomóc.

LICZBY JANOSZKI

33 LATA skończy w marcu Łukasz Janoszka.
228 MECZÓW rozegrał „Ecik” w chorzowskich barwach, zdobywając 35 bramek.
5 LAT spędził w Lubinie, gdzie trafił w 2014 roku po odejściu z Ruchu.
8 BRAMEK zdobył dla I-ligowej Stali Mielec, w której spędził cały 2019 rok.
3 MEDALE wywalczył Łukasz Janoszka z Ruchem: dwa brązowe (2010, 14) oraz jeden srebrny (2012).

Na zdjęciu: Prezes Seweryn Siemianowski (z lewej) mógł wczoraj zameldować wykonanie zadania. Z „dowodem rzeczowym” u boku…

Komentarze