Zobacz
Do góry

Widzew nadal kusi Możdżenia

Mateusz Możdżeń ma dopiero 28 lat, ale uchodzi już za piłkarskiego weterana, żeby nie powiedzieć emeryta. W dorosłym futbolu istnieje już od dziesięciu lat (debiutował w barwach Lecha w październiku 2009 roku) i nigdy – poza juniorskim okresie gry w Ursusie – nie grał poniżej poziomu ekstraklasy.

Pochodzi z Warszawy, ale i na nim się w stolicy nie poznali. To on przetarł szlak Robertowi Lewandowskiemu, bo do Lecha trafił cztery miesiące wcześniej. Musiał terminować najpierw w ekipie Młodej Ekstraklasy, podczas gdy starszy kolega grał od razu w pierwszej drużynie.

Wydawało się, że jego kariera rozwinie się podobnie: Lewandowski szybko uciekł do Dortmundu, ale Możdżeń też błysnął golem w meczu z Manchesterem City w Lidze Europy (3:1 4 listopada 2010 roku w Poznaniu) i zanosiło się, że 19-letni wówczas piłkarz szybko pójdzie jego śladem. Możdżeń stał się szybko jednym z podstawowych zawodników Lecha, ale utknął jednak w Poznaniu na następnych pięć lat.

Okazało się, że grając w Lechu osiągnął szczyt swoich możliwości, bo okresy gry w Lechii, Podbeskidziu, Koronie i sosnowieckim Zagłębiu nie były już tak udane. Całe lato czekał na kolejne propozycje (najlepiej z zagranicy), ale takich, które by mu odpowiadały, nie było.

Już w czerwcu kontaktował się z nim także Widzew i co najmniej dwukrotnie dochodziły z tego klubu wiadomości, że transfer tego zawodnika do Łodzi jest blisko. Teraz znów temat wrócił: kilka dni przed końcem okresu transferowego piłkarze pozostający bez klubów nie stawiają już zaporowych warunków. Nie chodzi nawet o kwestie finansowe, a o psychologiczne przeświadczenie o degradacji do II ligi, czego nie rekompensuje nawet sama marka „Widzew” i regularne komplety na widowni.

Możdżeń: To moje najlepsze lata

Marcin Robak ma już to za sobą – jemu było łatwiej, bo miał w Łodzi przygotowany grunt. Możdżeń byłby w tym środowisku nowy, ale wydaje się, że w tym stadium kariery, w którym po dziesięciu sezonach gry w ekstraklasie się znalazł, przejście do Widzewa byłoby dla niego mobilizującym wyzwaniem. Od niego by wiele zależało: Widzew szuka kogoś, kto pokierowałby drużyną w szatni i grą na boisku, a rzucona przez trenera Marcina Kaczmarka jeszcze przed rozpoczęciem sezonu uwaga o przydatności w zespole 2-3 rutynowanych piłkarzy wskazuje kierunek poszukiwań.

W Widzewie przyznają, że rozmowy są trudne, dlatego trwają poszukiwania także i za granicą – od Bułgarii po Hiszpanię i Portugalię. Sprowadzeni latem doświadczeni Marcel Gąsior (25 lat, sześć sezonów w I lidze) i Łukasz Zejdler (27, ekstraklasa w Cracovii, potem między innymi GKS Katowice) takiej gwarancji nie dają, poza tym dochodzą dopiero do formy po kontuzjach.

Kogoś z piłkarskim rozsądkiem i ligowym doświadczeniem zabrakło ostatnio w Elblągu, gdzie Widzew prowadząc 1:0 i grając z przewagą jednego zawodnika dał sobie strzelić gola w 89 minucie i po raz kolejny w ostatnim czasie stracił punkty – „frajersko”, jak bez ogródek mówią o tym nawet najwięksi klubowi szowiniści. Nie wiadomo dlaczego druga linia w pewnym momencie przestała grać i Marcin Robak sam musiał wracać po piłkę pod własne pole karne.

Jeżeli Widzew faktycznie chce odegrać główną rolę w II lidze, to zmiany w tej formacji są konieczne.

Kolejnym przeciwnikiem drużyny ze wschodniej części Łodzi będzie Górnik Łęczna, zespół też przeżywający trudny okres. Na szczęście z Łęcznej nie przyjedzie żeński zespół Górnika, bo w powołanej właśnie kobiecej kadrze jest aż sześć zawodniczek tego klubu.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze