Antoni Jeleń, czyli… nasz człowiek w Berlinie. „Nie raz słyszałem okrzyki »ty polska świnio«”

Klub ze stolicy Niemiec, Union Berlin, przeżywa swoje wielkie chwile. Dzięki wygranym barażom z VfB Stuttgart, w nowym sezonie zagra z najlepszymi w Bundeslidze. Niewielu wie, że po upadku muru berlińskiego wiodącą rolę odgrywali tam zawodnicy z Polski, w tym Antoni Jeleń.

 

Wyrzuceni za brak licencji

Wychowanek LKS Czarni Gorzyce grał potem z powodzeniem w Górniku Pszów, który na przełomie lat 80 i 90. rywalizował o awans do ekstraklasy, kończąc rozgrywki w sezonie 1991/92 na czwartym miejscu za Pogonią, Szombierkami i Miedzą.

Zimą 1992 Antoni Jeleń, poprzez Górnik, tyle że… Zabrze, wyjechał za zachodnią granicę. Trafił do znajdującego się na wschodzie kraju Bischofswerdaer FV08. Stamtąd  1,5 roku później przeniósł się do 1.FC Union Berlin.

– W drużynie czołowym strzelcem był Jacek Mencel. Potem doszedł jeszcze Piotr Żelazowski. Konkurencja o miejsce w składzie była ogromna, bo było nas siedmiu obcokrajowców, w tym legenda piłki w Bośni Sergej Barbarez, a grać mogło tylko trzech. Notabene z Barbarezem mocno się zaprzyjaźniłem. Mieszkaliśmy blisko siebie i dojeżdżaliśmy razem na treningi – wspomina Antoni Jeleń.

Klub, po tym jak pomocnik z Górnego Śląska podpisał tam kontrakt, świętował akurat awans do 2.Bundesligi.

– Zagraliśmy pierwszy mecz z Mainz i… nie pozwolono nam dalej grać, wyrzucając z powrotem na trzeci poziom rozgrywkowy. Chodziło o finanse i czek bez pokrycia. Niemieckie władze piłkarskie nie patyczkowały się wtedy, cofnięto licencję i znowu graliśmy na trzecim poziomie w Regionallidze – opowiada Jeleń.

 

Trenerskie sławy

Historia powtórzyła się rok później… – Znowu wywalczyliśmy awans, ale znowu nie przyznano nam licencji na grę w 2. Bundeslidze. Jak mówię, do wszystkiego podchodzono bardzo restrykcyjnie. Jeśli klub nie spełniał określonych warunków, to nie mógł rywalizować z najlepszymi – zaznacza były gracz Unionu.

Swoje w berlińskim klubie przeżył. – Trenerem był nie kto inny, jak sam Frank Pagelsdorf. Potem, jak za drugim razem cofnięto licencję, to szkoleniowcem został Hans Meyer. Jedni z najostrzejszych trenerów w Niemczech, którzy potem odnosili wielkie sukcesy. Pagelsdorf z powodzeniem pracował przecież w Hamburger SV czy w Hansie, a Meyer w holenderskim Twente czy Borussii Moenchengladbach. To było wielkie doświadczenie móc pracować z takimi szkoleniowcami, o takim warsztacie – komplementuje Antoni Jeleń, który sam, po tym jak zawiesił piłkarskie buty na kołku, jest trenerem.

 

Siermiężna rzeczywistość

Jeleń o Unionie mówi tak. – To specyficzny klub. Tam wiele do powiedzenia mają kibice. Oni są ważniejsi od piłkarzy. Raz graliśmy z Herthą na Stadionie Olimpijskim. Na mecz przyszło 48 tysięcy kibiców – opowiada.

W czasach komunistycznych Union, jako zwykły cywilny klub, pozostawał w cieniu wielkiego sąsiada Dynama Berlin, który był pupilkiem NRD-owskich władz. Na koncie miał jednak swoje sukcesy, bo w 1968 roku awansował do finału krajowego pucharu, gdzie pokonał Carl Zeiss Jenę 2:1. Z Dynamem, za którym stała wszechwładna służba bezpieczeństwa Stasi i cały aparat władzy, nie mógł się jednak równać.

Śląski piłkarz przypomina siermiężną rzeczywistość na boiskach wschodnich Niemiec w pierwszej połowie lat 90. – Na wyjazdach słyszało się okrzyki pod swoim adresem: „ty polska świnio!”. Grał też w Unionie piłkarz z Zambii. To był Gibby Mbasela. Frank Pagelsdorf uratował mu życie nie zwalniając go na mecz eliminacji w Afryce, gdzie w katastrofie lotniczej zginęła cała reprezentacja [chodzi o katastrofę z kwietnia 1993 roku, w której zginęła cała piłkarska reprezentacja Zambii, lecąca na mecz eliminacji MŚ z Senegalem – przyp. red.]. Kibice rzucali w jego kierunku na boisko banany – wspomina.

 

Dobrze go znają i pamiętają

W Unionie Berlin nie zapomniano o śląskim piłkarzu. Kiedy niedawno kończył 55 lat, to na oficjalnej stronie berlińczyków ukazały się urodzinowe życzenia pod jego adresem. Przypomniano, że Jeleń wystąpił w 70 ligowych i pucharowych meczach klubu, w których zdobył 15 bramek.

O tym, że taka informacja ukazała się na klubowej stronie, pan Antoni dowiedział się od swoich córek, które przebywają za zachodnią granicą. Jedna z nich Lidia, świetnie poczyna sobie jako piłkarka. W Niemczech zaczynała w Fortunie Drezno, teraz jest w Bischofswerdzie, czyli tam, gdzie zaczynał jej tata.

– Grałem tam razem z Tino Gottloberem, który teraz trenuje kobiecy zespół w Bischofswerdzie. Kiedy dowiedział się, że w Niemczech gra moja córka, to powiedział mi, że daje mi żółtą kartkę, że go o tym nie poinformowałem. Teraz Lidia gra u niego, w trzeciej kobiecej Bundeslidze – mówi z dumą Antoni Jeleń, którego za zachodnią granicą, we wschodnich landach, bardzo dobrze znają.

Po odejściu z Unionu w 1995 roku z powodzeniem grał w jeszcze innych klubach tamtej części Niemiec, a konkretnie krótko w Sachsen Lipsk czy potem w Dynamo Drezno. Do dziś ma tam pootwierane wszystkie drzwi. Mogli się o tym przekonać przede laty młodzi piłkarze z Wodzisławskiej Szkoły Piłkarskiej Janusza Pontusa, a wśród nich Kamil Glik czy Kamil Wilczek, którzy niewiele brakowało, a swoje kariery toczyliby właśnie w klubie z Saksonii. Niewielu wie, że Dynamo chciało ich do siebie ściągnąć. Wszystko było już dograne, oprócz Glika i Wilczka w klubie z Drezna latem 2005 roku miał też występować jeszcze jeden zawodnik WSP Krzysztof Gut. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, a chłopcy z wodzisławskiej szkółki pojechali potem do Hiszpanii.

 

Zaproszenie do Berlina

Union pamięta o swoich byłych graczach. Po awansie zaproszono ich wszystkich, łącznie z Jeleniem i Mencelem, byłym czołowym napastnikiem Olimpii Poznań w końcówce latach 80., na inaugurację Bundesligi, która rusza w sierpniu.

– Możemy przyjechać na jeden z trzech pierwszych meczów. Dzięki temu, po 20 kilku latach skontaktowałem się z Jackiem Mencelem, który zrobił doktorat i wykłada na jednej z uczelni w Poznaniu, a jego syn Marcin jest mistrzem w MMA. Będzie jednak ciężko o taki wyjazd, bo nie bardzo jest kiedy jechać – rozkłada ręce Jeleń.

Od lat pracuje on w małym klubie w powiecie wodzisławskim, Naprzód Czyżowice. Jest tam wszystkim, działaczem, trenerem, a kiedy może, to wybiega jeszcze na boisko. Wyszkolił już kilku ligowych graczy. W ekstraklasie zadebiutowali już tacy piłkarze, jak Michał Gałecki w Sandecji czy Daniel Szczepan w Śląsku. Piłkarskiego abecadła pod okiem Jelenia uczyli się też tacy zawodnicy, jak Łukasz Mozler, który niedawno święcił awans ze Stalą Rzeszów do II ligi czy młodziutki, bo 16-letni Łukasz Gajda, który niedawno został zawodnikiem pierwszoligowego GKS Jastrzębie.

Jeleń narzeka jednak na młodszą generację. – W Czyżowicach zrobiliśmy taki obiekt, że niczego nie brakuje oprócz jednego, zawodników. A jeżeli już są, mają talent i predyspozycje, to brakuje im potem do zrobienia prawdziwej kariery takiego charakteru i determinacji, jaką wykazał się swego czasu Kamil Glik – mówi były gracz Unionu Berlin.

 

Zobacz jeszcze: Rozmowa z Rafałem Gikiewiczem o ambicji i planach na przyszłość

Antoni Jeleń

Data urodzenia: 13 czerwca 1964 roku

Miejsce urodzenia: Rogów

Pozycja na boisku: środkowy pomocnik

Piłkarska kariera: Czarni Gorzyce, Chrobry Głogów, Górnik Czerwionka, Górnik Pszów, Bischofswerdaer FV08, 1.FC Union Berlin, Sachsen Lipsk, Dynamo Drezno, FC Dresden-Nord, Gosław Jedłownik, Naprzód Czyżowice.

 

Antoni Jeleń były piłkarz Unionu Berlin

 

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze