Zobacz
Do góry

Baumgart-Witan: Serce wciąż kłuje

Rozmowa z Igą Baumgart-Witan, reprezentantką Polski w sztafecie 4×400 metrów.

Zacznę przekornie – długo pocieszała pani męża po tym, co stało się na boisku w Katowicach? Przypomnijmy, że Andrzej Witan, bramkarz Bytovii, zdobył w ostatnim I-ligowym meczu z GKS-em gola na wagę zwycięstwa, ale i tak jego drużyna spadła z I ligi…
Iga BAUMGART-WITAN: – Oj, długo. Andrzej mówił, że po tej bramce cieszył się tak, jak chyba nigdy po moim biegu (śmiech). A za chwilę przeżył wielki zawód. Jednak chłopcy dobrze wiedzieli, że nie można liczyć na ostatni mecz sezonu, że trzeba było wygrywać wcześniej, żeby uniknąć dramatu. Po dwóch dniach, jak już pogadał i pożegnał się z kolegami z drużyny, przyjechał do mnie na zgrupowanie do Zakopanego. Chyba się odstresować…

Mogła pani zrozumieć, co odczuwał małżonek? Znalazła się kiedyś w sytuacji, że po wspaniałym triumfie przychodzi tak lodowaty prysznic – na przykład dyskwalifikacja?
Iga BAUMGART-WITAN: – Trudno to do czegoś porównać, mam nadzieję, że nie będę nigdy musiała. To była naprawdę wyjątkowa sytuacja. Wiadomo, sport to wzloty i upadki. Po tych drugich nie można długo lamentować, trzeba się szybko otrzepać, podnieść i stawiać sobie nowe wyzwania.

Pani też nie było łatwo. Trener Aleksander Matusiński uważa panią – podobnie jak Justynę Święty-Ersetic – za filar naszej drużyny. Proszę powiedzieć zatem, dlaczego ostatecznie nie pobiegła pani w Jokohamie, gdzie koleżanki spisały się tak znakomicie, po raz pierwszy pokonując Amerykanki?
Iga BAUMGART-WITAN: – Na treningu tydzień przed IAAF World Relays wpadł na mnie Japończyk. Przebiegał sobie wszerz bieżni, gdy ja biegłam prosto. Nie wiem, może myślał, że zdąży… Nieprzyjemny przypadek.

I co się stało?
Iga BAUMGART-WITAN: – Musiałam gwałtownie zahamować, uszkodziłam mięsień czworogłowy uda. Zrobił się krwiak mięśniowy. To nie jest poważna kontuzja, ale nie byłam w stanie jej wyleczyć przed startem. Wróciłam zresztą wcześniej do Polski. Weszłam już ponownie w trening i jest dobrze.

Oglądała pani popis koleżanek?
Iga BAUMGART-WITAN: – Eliminacje tak, finału już nie. Śledziłam wyniki w internecie oczywiście, a potem rozmawiałam z dziewczynami.

Jak Japończyk staranował Igę

W końcu jednak pani bieg obejrzała?
Iga BAUMGART-WITAN: – Nie! Czułam żal. Było mi przykro, że nie mogłam pobiec. Gdy dziewczyny wygrały, z jednej strony się cieszyłam, także ich szczęściem. Elegancko, Amerykanki wreszcie pokonane! Jednak z drugiej strony – wydarzyło się to bez mojego udziału, a to przecież mój dystans, moja sztafeta! Serce mnie kłuje…

Może będzie jeszcze okazja. Wszyscy się zastanawiają, czy ten pierwszy raz sprawi, że uwierzycie bardziej w siebie, że z dziewczynami z USA można się bić o złoto na każdej imprezie…
Iga BAUMGART-WITAN: – Okazuje się, że Amerykanki też są… ludźmi tylko. Jednak nie spodziewałyśmy się tego. W Japonii nie był to przecież jakiś trzeci garnitur ich sztafety, tylko naprawdę dobre nazwiska. I same nie wiemy, co im się stało, zwłaszczazwłaszcza że w eliminacjach pobiegły dwie sekundy szybciej. Myślę, że będzie jednak trudno z nimi – pewnie potraktowały ten start z przymrużeniem oka, że to żaden prestiż, a na mistrzostwach świata już nie będzie ziewania. Jednak mam nadzieję, że będziemy bliżej nich, nie będzie przepaści, podejmiemy walkę.

Sezon będzie długi, mistrzostwa świata dopiero na przełomie września i października, zdąży pani wrócić do formy i wspomóc drużynę!
Iga BAUMGART-WITAN: – Byłam już przygotowana dobrze w Japonii, choć pozostawałam w ciężkim treningu. W tym sezonie faktycznie trzeba będzie osiągnąć trzy szczyty formy. Jest dużo imprez i za bardzo nie ma, kiedy odpuścić. Musimy uzyskać wskaźniki na mistrzostwa świata, w sierpniu są drużynowe mistrzostwa Europy w Bydgoszczy, a więc trzeba się pokazać z jak najlepszej strony, bo u nas. Potem mistrzostwa Polski, gdzie będzie stresująca rywalizacja o podium, czyli o miejsce na mistrzostwa świata indywidualnie. No a na deser Dauha. Tak, więc jeżeli ktoś już w maju szybko biega, to oczywiście trzeba się z tego cieszyć, ale też pamiętać, że najlepsza forma powinna być za cztery miesiące. Wierzę, że moja trenerka i mama zarazem, tak z wszystkim wyceluje. Liczymy na mądrość naszych trenerów, że nasze wyniki w październiku będą tak dobre, że wtedy też będziemy umieć rywalizować z Amerykankami.

Widzimy się więc wkrótce na Stadionie Śląskim?
Iga BAUMGART-WITAN: – Zaczynam memoriału Ireny Szewińskiej 12 czerwca w Bydgoszczy, a cztery dni później przyjadę na Śląsk ponownie, na memoriał Kusocińskiego. Trochę będzie to dla mnie stresujące, bo dziewczyny są w gazie, a ja dopiero zaczynam bieganie po przerwie, ale mam nadzieję, że będę umieć z nimi rywalizować ramię w ramię.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w katowicki sport