Dujszebajew zawieszony na… 3 lata

Sześć meczów zawieszenia w Pucharze Polski i 3 tys. zł grzywny – taką karę od Związku Piłki Ręcznej w Polsce (ZPRP) otrzymał trener Łomży Vive Tałant Dujszebajew za swoje zachowanie podczas półfinałowego spotkania z Orlen Wisłą Płock 18 marca w Kielcach (Vive wygrało 29:27).


Szkoleniowiec dostał czerwoną kartką w następstwie wybuchowej reakcji na kontuzję, jakiej w 19 minucie spotkania doznał jego młodszy syn Daniel. Dujszebajew w wulgarnych słowach skierowanych do delegata spotkania (był nim Olgierd Sikora z Chorzowa) powiedział, co sądzi o arbitrach meczu, którzy jego zdaniem dopuścili do zbyt ostrej gry.

Kontuzja wyglądała bardzo groźnie, co jeszcze bardziej zdenerwowało szkoleniowca. Popularny „Dani”, reprezentant Hiszpanii, przeszedł operację kolana, będzie pauzował około pół roku i nie zagra w igrzyskach olimpijskich w Tokio.

„Po wnikliwej analizie pomeczowego raportu oraz materiałów filmowych Komisarz Rozgrywek Związku Piłki Ręcznej w Polsce (Piotr Mystkowski – przyp. red.) podjął decyzję o ukaraniu trenera i klubu. Żadne emocje i zdarzenia na boisku nie mogą usprawiedliwiać niesportowej postawy i niedopuszczalnego słownictwa podczas meczów. Wierzymy, że takie sytuacje jak podczas rozgrywek pomiędzy drużynami Łomża Vive Kielce a Orlen Wisła Płock nie będą miały już miejsca.

Cierpi na tym wizerunek polskiej piłki ręcznej – nie tylko ten w wymiarze ligowym oraz wszystkich zaangażowanych w jej rozwój – także sponsorów i partnerów” – napisano w komunikacie ZPRP.


Czytaj jeszcze: Furia trenera znajdzie epilog

Dujszebajew ma 14 dni na odwołanie się od tej decyzji, ale jest pewne, że bez względu na to nie zasiądzie na ławce Vive podczas finału 30 maja z Grupą Azoty SPR Tarnów.

W ostatnich latach mistrz i wicemistrz Polski w Pucharze Polski rywalizowali dopiero od półfinału. Jeśli podobnie będzie w kolejnych edycjach, kirgiski szkoleniowiec kielecki zespół w tych rozgrywkach potencjalnie będzie mógł poprowadzić najwcześniej za trzy lata – w 2024 roku…


Fot. Norbert Barczyk/PressFocus

Komentarze