Jak dzieci we mgle

Podbeskidzie nie podjęło walki w Poznaniu. To był bardzo słaby występ zespołu i wydaje się, że wkrótce w klubie spod Klimczoka powinny zostać podjęte trudne decyzje.


Ten występ na pewno nie przejdzie do historii Podbeskidzia. W przeszłości drużyna spod Klimczoka potrafiła Lechowi Poznań sprawić sporo problemów. Mało tego. Dwa razy udawało się „góralom” wygrywać w stolicy Wielkopolski, ale mieli wtedy oni w swoich szeregach takich piłkarzy, jak m.in. Marek Sokołowski czy Bartłomiej Konieczny. Nazwiska te wymawiamy nieprzypadkowo. A na dodatek ze znaczną dozą ironii w stosunku do tych graczy, którzy wczoraj próbowali uzurpować grę w piłkę nożną. Momentami Podbeskidzie wyglądało bowiem fatalnie. Zresztą nie tylko momentami. Ten mecz, od pierwszych minut, wyglądał tak, jakby goście oczekiwali na coś, co jest nieuniknione.

Lech objął prowadzenie w 31. minucie. Z rzutu rożnego piłkę w pole karne dostarczył Alan Czerwiński, a Thomas Rogne głową skierował futbolówkę do siatki. Dodajmy, że nie miał z tym większych problemów, bo obrońcy Podbeskidzia postanowili nie utrudniać mu specjalnie zadania. Przynajmniej jednak, w tej sytuacji, cokolwiek pozorowali. Bo pod koniec pierwszej połowy Milan Rundić, jak na Mikołajki przystało, podarował rywalowi prezent. Nie wiadomo, na jakiej podstawie w ogóle tego zawodnika do Podbeskidzia sprowadzono, bo niewiele było takich jego występów, o których można napisać cokolwiek dobrego. Tym razem Serb postanowił oddać piłkę Mikaelowi Ishakowi. Szwed z takiej okazji skorzystał i po chwili zmieścił futbolówkę pod poprzeczką bramki strzeżonej przez Michala Peskovicia. Oto jedyny piłkarz Podbeskidzia, do którego za wczorajszy występ nie należy mieć najmniejszych pretensji. Doświadczony Słowak, wobec beznadziei kolegów z pola, niewiele, a w zasadzie nic, nie mógł poradzić.

Powiedzieć, że początek drugiej połowy zadecydował o losach spotkania byłoby głębokim semantycznym nadużyciem. Lech doskonale zdawał sobie sprawę, że ma rywala na łopatkach i, najzwyczajniej w świecie, go wypunktował. Najpierw „górale” kompletnie zapomnieli o tym, że jeżeli wykonuje się stały fragment gry, to wypadałoby zadbać o tyły. „Kolejorz” to subtelne niedopatrzenie wykorzystał. Pedro Tiba wystartował do podania Daniego Ramireza, który zagrywał piłkę z… własnej połowy. Portugalczyk swobodnie przedefilował z futbolówką przy nodze, a następnie podwyższył na 3:0. Czwarty gol dla Lecha był już dziełem najlepszego na boisku Ramireza, który dobił, do niemal pustej bramki, strzał Jana Sykory. Do końca meczu nie wydarzyło się już niemal nic godnego uwagi. Trzeci raz w tym sezonie, po porażkach 0:4 z Lechią Gdańsk i 1:4 z Rakowem Częstochowa, Podbeskidzie dało sobie wbić cztery gole i pewnie każdy kibic pod Klimczokiem zastanawia się, co będzie dalej? A konkretnie, czy dojdzie do zmiany na stanowisku trenera. Prezes Bogdan Kłys, po wczorajszych wyczynach podopiecznych Krzysztofa Bredego, ma absolutnie pełne podstawy, aby dokonać korekty w tej materii. To bowiem już nie pierwszy mecz w tym sezonie, w którym Podbeskidzie nie tylko przegrywa, ale nie podejmuje walki, choć bywały i takie spotkania, w których „górale” potrafili się rywalom przeciwstawić. Częściej jednak bielszczanie są zespołem, o którym myśli się w czytelny sposób. Za mocni na pierwszą ligę, a za słabi na ekstraklasę. Wczoraj na tle jednej z najlepszych drużyn w Polsce, Podbeskidzie było niczym dzieci we mgle. Słabe, apatyczne i bez jakiegokolwiek pomyślunku na to, co czeka drużynę w niedalekiej przyszłości.


Lech Poznań – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:0 (2:0)

1:0 – Rogne, 31 min (głową, asysta Czerwiński), 2:0 – Ishak, 44 min (bez asysty), 3:0 – Tiba, 47 min (asysta Ramirez), 4:0 – Ramirez, 53 min (bez asysty).

LECH: Bednarek – Krawieć, Crnomarković, Rogne, Czerwiński – Moder (80. Muhar), Tiba, Sykora (59. Skóraś), Ramirez (71. Marchwiński) – Kamiński (59. Puchacz), Ishak (59. Awwad). Trener Dariusz ŻURAW.

PODBESKIDZIE: Pesković – Gutowski (76. Modelski.), Baszłaj, Rundić (50. Komor), Gach – Miakuszko, Ubbink, Kocsis (76. Bieroński), Rzuchowski – Marzec (62. Sierpina), Roginić. Trener Krzysztof BREDE.

Sędziował Wojciech Myć (Lublin). Żółte kartki: Baszłaj (10. faul), Marzec (15. faul).
Piłkarz meczu – Dani RAMIREZ.


Na zdjęciu: Po wyczynach Podbeskidzia przy Bułgarskiej pozostaje jedynie rozłożyć, z bezradności, ręce…

Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus

Komentarze