Latka lecą, a on wciąż w drodze

 

Jest jednym z najbardziej cenionych szkoleniowców i znawców futbolu w kraju, ekspertem telewizyjnym. Od 2017 roku pełni funkcję przewodniczącego Klubu Seniora PZPN.

– Jak ze zdrowiem? Wiek jest taki, a nie inny, ale daję radę – przyznał Amdrzej Strejlau, który wspomniał, że nie ma czasu na myślenia o swojej „80”.

– Cały czas jestem w drodze – podkreślił, a dowodzi tego obecność na warszawskim Bemowie w kolejnej edycji turnieju im. podkomisarza Andrzeja Struja w piłce halowej, piłkarskiej gali w okolicach Szczecina oraz w olimpijskiej w Białymstoku. A to tylko w ostatnich dniach…

Funkcji było wiele

Od wielu lat Strejlau jest cenionym ekspertem telewizyjnym. Kibice znają jego głos z wielu stacji. Czy będzie dzielić się swoimi uwagami i spostrzeżeniami również podczas tegorocznych mistrzostw Europy? – Sądzę, że tak. Natomiast nie wybieram się na ten turniej. Ja już najeździłem się na zagraniczne stadiony, niech teraz jeżdżą młodsi – zauważył.

Jak przyznał, pełnił prawie wszystkie funkcje w PZPN, m.in. przewodniczącego Kolegium Sędziów, szefa Wydziału Szkolenia, a nawet rzecznika prasowego. Był również prezesem Stowarzyszenia Trenerów Piłki Nożnej, a w marcu 2017 roku został przewodniczącym Klubu Seniora.
Do jego licznych zajęć należy również funkcja rzecznika prasowego Rady Seniorów Dzielnicy Bielany.

Urodził się 19 lutego 1940 roku w Warszawie, jest absolwentem stołecznej AWF. W młodości uprawiał piłkę nożną i ręczną. W pierwszej z tych dyscyplin występował jako napastnik, reprezentował barwy AZS AWF, Gwardii, Hutnika i rezerw Legii. Jako szczypiornista grał w Warszawiance i reprezentacji Polski.

Karierę trenera piłkarskiego rozpoczął od pracy w stołecznych klubach, a następnie w PZPN jako szkoleniowiec juniorskich reprezentacji Polski oraz kadry młodzieżowej (1968-1975).

Podczas mistrzostw świata 1974, zakończonych trzecim miejscem polskich piłkarzy, a także na igrzyskach 1976, gdy biało-czerwoni zostali wicemistrzami olimpijskimi, był asystentem w sztabie szkoleniowym Kazimierza Górskiego, natomiast później – kolejnego trenera kadry Jacka Gmocha. W 1989 roku został selekcjonerem reprezentacji Polski, którą prowadził do 1993 roku.

Forma wciąż wysoka

Jako szkoleniowiec ligowy trenował m.in. Legię Warszawa (dwukrotnie: 1975-79 i 1987-89, Puchar Polski) oraz Zagłębie Lubin. Pracował także w klubach zagranicznych – z Islandii (Fram Reykjavik), Grecji (AE Larisa) i Chin (Szanghaj Shenhua).

Mimo upływu lat wciąż w dobrej formie, którą – jak kiedyś przyznał – zawdzięcza m.in. nauczycielom z czasów szkolnych.

– Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, wspomnę o warszawskim liceum, popularnej „jedynce” na Żoliborzu, którą kończyło wiele znanych osób, m.in. mój kolega prof. Zbigniew Religa.

Miałem tam świetnego nauczyciela wychowania fizycznego, pana Czerwińskiego. Kładł duży nacisk na wszechstronne zajęcia. Ci, którzy uprawiali gimnastykę, na różnych przyrządach, musieli również ćwiczyć dyscypliny drużynowe. To się później bardzo przydało – wspomina.

Szczęście do ludzi

Nie ukrywa też, że miał szczęścia do spotkania na swojej drodze wspaniałych ludzi. – Jestem wychowankiem Jerzego Talagi, do PZPN ściągnął mnie Ryszard Koncewicz, a później w reprezentacji pracowałem przy Kazimierzu Górskim. Nazwiska mówią same za siebie – podkreślił.

Strejlau jest od lat niekwestionowanym autorytetem wśród trenerów. – Zawsze starałem się trzymać określonych zasad. Pamiętajmy, że szkoleniowców zmienia się często. Najważniejsze, żeby umieć zachować swoją filozofię postępowania. Trzeba mieć cały czas swoje zdanie, bez względu na okoliczności i problemy. Przecież trener, podpisując kontrakt, tak naprawdę podpisuje jednocześnie swoje… zwolnienie. Tak jest na całym świecie – zauważył.

W 1999 roku został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2018 otrzymał Diamentową Odznakę Honorową PZPN.(PAP)

Na zdjęciu: Andrzej Strejlau – całe życie z piłką.

Komentarze