Zobacz
Do góry

Prowadzi ich do złota

Dzięki świetnej grze i kapitalnym zagraniom Lee Kang-in, Korea Południowa po raz pierwszy w swojej historii zagra w finale młodzieżowego mundialu.

Dotychczas Koreańczycy z Południa tylko raz zagrali w czołowej czwórce MMŚ. Było to jednak lata temu. W 1983 roku przegrali w meczu o trzecie miejsce z biało-czerwonymi, w których barwach grali tacy zawodnicy, jak Józef Wandzik, Joachim Klemanz, Marek Piotrowicz czy Marek Leśniak. Teraz mają szanse na życiowy sukces.

Prośby trenera pomogły

Nie byłoby finału, gdyby nie rewelacyjna gra w decydujących spotkaniach Lee Kang-in. Ten ledwie 18-latek, najmłodszy piłkarz w swoim zespole i jeden z najmłodszych w całym turnieju zadziwia. Porusza się po boisku, jakby od niechcenia, wyrywa się ze schematów, za co często dostaje burę od selekcjonera Chung Jungyong, ale jak już ma piłkę przy nodze, to drżyjcie rywale! Popis dał w meczu z Senegalem, kiedy to po jego podaniach padły dwie bramki. Kolejną asystę zaliczył też w półfinałowym starciu z Ekwadorem. Jego podania otwierają drogę do bramki. Świetnie egzekwuje stałe fragmenty, wiele widzi, a zakres jego technicznych umiejętności może imponować. Skąd taki talent wziął się na Półwyspie Koreańskim?

Od 2011 roku Lee-Kang in trenuje w Valencii. Przeszedł tam w wieku ledwie 10-lat z Incheon United. Razem z nim do Hiszpanii przeprowadzili się jego rodzice. Wszystko ze względu na dobro dziecka. Za sobą ma już debiut w La Liga. Stało się to w styczniu, kiedy nie miał jeszcze skończonych 18-lat. Jest jednym z najmłodszych zawodników, którzy w poprzednim sezonie w tak młodym wieku zagrali w najwyższej klasie rozgrywkowej na hiszpańskich boiskach. Był już na zgrupowaniu dorosłej reprezentacji Korei.

MŚ U-20. Obiecał rodakom sukces

Nie do końca było wiadomo czy od pierwszego dnia turnieju będzie w młodzieżówce swojego kraju, bo jego Valencia 25 maja, kiedy trwał już młodzieżowy mundial, grała w finale Pucharu Króla z Barceloną. Selekcjoner Chung uprosił jednak klubowych działaczy, żeby ci zwolnili jego kluczowego zawodnika na turniej do Polski. – Jasne, szkoda, że nie było mnie na finale, ale od początku chciałem być z chłopakami, żeby jak najlepiej przygotować się do młodzieżowego mundialu. Ciężko pracowaliśmy przez dwa lata. Teraz są efekty i mamy szansę na wygranie całej imprezy – podkreśla piłkarz, który jest na ustach wszystkich kibiców futbolu w Korei. Zresztą w Polsce jest wiele wysłanników mediów z tego kraju.

Dobrzy przyjaciele

Z Ukrainą dziś Koreańczykom nie będzie jednak łatwo. Ci po kolei eliminują kolejne mocne zespoły. – Ten finał będzie najważniejszym meczem w moim życiu. Jednak także w karierach moich piłkarzy, z którymi w sobotę, po wielu latach pracy, będę musiał się rozstać. Mam nadzieję, że wszyscy zrobimy to w dobrych nastrojach. Jesteśmy silni, choć nie mamy gwiazd, ale to właśnie dobrze rozumiejący się zespół jest naszym największym atutem na tym turnieju. Ci chłopcy są też bardzo zdyscyplinowani, ale przede wszystkim wszyscy jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. To jest sekret naszej siły – mówił podczas wczorajszej konferencji w Łodzi przed finałowym meczem Ołeksandr Petrakow, selekcjoner ukraińskiej młodzieżówki.

 

Na zdjęciu: Lee Kang-in to gwiazda młodzieżowego mundialu na polskich boiskach.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze