Zobacz
Do góry

ŁKS Łódź. Trójskokiem o utrzymanie w ekstraklasie

Mecz z Legią i tak był spisany na straty. Kazimierz Moskal ma rację, gdy mówi, że porażka w Warszawie nie degraduje jeszcze ŁKS z ekstraklasy, tak samo zresztą jak zwycięstwo nie zapewniało utrzymania.

 

Teraz łodzian czekają dwa mecze na swoim stadionie (15 lutego z Wisłą Płock, 22 lutego z Pogonią). Tylko dwa zwycięstwa dają łodzianom realną szansę na uratowanie statusu zespołu ekstraklasy.

Nie było oficjalnego pożegnania Dani Ramireza z kibicami, bo nie ma już czasu na takie ceremonie. Swego rodzaju podsumowaniem łódzkiego rozdziału jego kariery było ogłoszenie wyników plebiscytu „Dziennika Łódzkiego” na najlepszych sportowców Łodzi i regionu, w którym Ramirez znalazł się na wysokim szóstym miejscu.

Nie miał szans w konkurencji z siatkarkami (wszak w Łodzi gra mistrz Polski ŁKS i wicemistrz Budowlani, a za najlepszą uznano Klaudię Alagierską z ŁKS), ale doceniono jego wkład w awans zespołu do ekstraklasy. Na uroczystości w miniony poniedziałek już go oczywiście nie było. W lidze jeszcze w Lechu nie zagrał, ale przed oficjalnym debiutem ma już na koncie zdobytą bramkę w niedzielnym sparringu z Błękitnymi Stargard.

ŁKS znalazł już na jego miejsce innego zawodnika. Antonio Dominguez z Algeciras (Secunda Division B brzmi znacznie lepiej niż III liga) zarzeka się jednak, że on nie chce być drugim Ramirezem. W ogóle go wcześniej nie znał i nigdy o nim nie słyszał. Już wie jednak, że kibice go w Łodzi kochali.

Ma swoje ambicje i chce zapracować na własne nazwisko. Trener Moskal, który na żywo zobaczył go dopiero w miniony czwartek, nie zaryzykował i nie wstawił do składu na mecz z Legią. Dominguez chce jednak jak najszybciej pokazać się w nowej drużynie: „U nas nie było żadnego okresu przygotowawczego. Poza krótką przerwą świąteczno-noworoczną nasza liga gra co tydzień. Jestem w rytmie meczowym, po raz ostatni grałem w swojej dotychczasowej drużynie 26 stycznia, a więc tydzień przed wyjazdem do Polski” – zapewnia.

Najlepiej czuje się na boisku jako zawodnik grający tuż za napastnikiem, w 22 meczach w tym sezonie strzelił siedem goli, a do walki o utrzymanie się w lidze też jest przyzwyczajony, bo Algeciras zajmuje 17 miejsce i każdy mecz rozgrywa z nożem na gardle. Dodajmy jeszcze, że trudno znaleźć w Hiszpanii miejsce bardziej oddalone od Polski niż miasto, w którym ostatnio mieszkał: Algeciras to port leżący naprzeciw Gibraltaru, nad tą samą zatoką.

Jak mówi, do przyjazdu do Łodzi przekonał go fakt, że jest w ŁKS spora kolonia hiszpańska (Pirulo, Moros, Corral oraz na dodatek Guima z Portugalii). Wątpliwości rozwiała długa rozmowa z Pirulo, który opowiedział mu o klubie, mieście, zespole i kibicach.

Miał świadomość – mówi – że mając już 26 lat w Hiszpanii trudno by było mu się przebić do wyższej ligi, postanowił więc rozpocząć nowy rozdział kariery w Polsce.

W Warszawie ŁKS wyszedł do gry ze zmienioną w trzech czwartych linią obrony – tylko z Janem Grzesikiem ze starego składu. To była najgorzej oceniana jesienią formacja drużyny.

W Warszawie pod kierunkiem doświadczonego Macieja Dąbrowskiego (dwukrotnego mistrza Polski z… Legią) szło nieźle aż do momentu jego kontuzji, chociaż wystarczy spojrzeć na bilans strzałów i szans bramkowych, by dojść do wniosku, że ataków Legii często nie udawało się powstrzymać.

Jego zmiennik Jan Sobolewski przywlókł jednak na boisko swojego starego pecha: jak nie gol samobójczy to przypadkowa „ręka” i rzut karny dla Legii, którego nawet Arkadiusz Malarz (trzykrotny mistrz z Legią) nie był w stanie zatrzymać.

Pierwsze wiadomości było groźne, bo mogło się zdarzyć, że na mecz z Wisłą wypadnie aż trzech graczy defensywy. Grzesik i Sobociński faktycznie nie zagrają po żółtych kartkach, ale kontuzja Dąbrowskiego nie okazała się groźna – to tylko stłuczenie mięśnia, piłkarz ma być w czwartek na treningu.

Po meczu w Warszawie niewiele można powiedzieć o umiejętnościach kolejnego nowego w składzie – napastnika Samu Corrala, piłkarza z tej samej grupy trzeciego poziomu w Hiszpanii. On z kolei strzelił jesienią sześć goli dla zespołu Talavera de la Reina (16 miejsce aktualnie, a więc jedno wyżej niż Algeciras), ale ile są warte te bramki, musimy się dopiero przekonać.

Takim sprawdzianem będzie na pewno mecz z płocką Wisłą, w którym napastnicy nie będą mogli się tłumaczyć, że nie dostają podań z drugiej linii, bo zespół musi grać ofensywnie.

Jedyną dobrą wiadomością dla ŁKS po pierwszej kolejce jest fakt, że z piątki kandydatów do spadku swój mecz wygrała tylko Wisła Kraków – Arka przegrała, a Korona i Górnik zremisowali.

Przepaść zwiększyła się jednak już do ośmiu punktów, a takiej odległości nie da się pokonać jednym skokiem: potrzebny jest solidny trójskok, najlepiej z wynikiem w granicach rekordu Polski (dla przypomnienia: Zdzisław Hoffmann – 17,53 m).

Komentarze