Maj-Erwardt: Chcę znów zapisać się w historii

Dziesięć lat temu w Łodzi sięgnęła pani po brąz mistrzostw Europy. Pamięta pani jeszcze tamten turniej?
MAJ-ERWARD: – Doskonale, choć dawno to już było. Atmosfera była wspaniała, bo kibice wypełnili trybuny do ostatniego miejsca. Marzy mi się, by tamte dni wróciły. Pamiętam też sytuację z żoną trenera Jerzego Matlaka, przez co musiał nas opuścić. To był dla nas ogromny cios, ale z drugiej strony w jakiś sposób nas scalił. To był bodziec, który pozwolił nam sięgnąć po medal. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło, bo pani Asia wróciła do zdrowia, a my zdobyłyśmy medal. Może historia zatoczy w Łodzi koło, bo przecież po to trenujemy, żeby zdobywać nagrody.

A jak przez te 10 lat zmieniła się Paulina Maj-Erwardt?
MAJ-ERWARD: – Przede wszystkim teraz jestem mamą. A to zmieniło mój sposób patrzenia na świat i proporcje. Jestem spokojniejsza i wyważona. Mogę dać trochę spokoju drużynie i na tym muszę się skupić.

Medal w 2009 roku był ostatnim sukcesem naszej drużyny narodowej. Dlaczego przez tyle lat nie udaje się wrócić do europejskiej czołówki?
MAJ-ERWARD: – Trudno powiedzieć. Na pewno nie ma jednej przyczyny, to złożona sytuacja, zaczynająca się od szkolenia młodzieży.

Można porównać brązową ekipę z obecną drużyną?
MAJ-ERWARD: – To bardzo trudna sprawa. Cały świat się zmienił. Myśmy miały tylko siatkówkę. Nie było wielu rzeczy, choćby takiego wpływu mediów społecznościowych. Szczerze mówiąc, cały czas uczę się moich młodszych koleżanek.

Czy obecny zespół stać na powtórzenie wyniku sprzed 10 lat i wywalczenie medalu?
MAJ-ERWARD: – Bardzo bym tego chciała, by kolejny raz zapisać się w historii. Po to trenujemy, by wygrywać i zdobywać medale. Ta grupa współpracuje ze sobą już od kilku lat i to musi zaprocentować. Turniej jest jednak długi i trudny. Powinien dać odpowiedź, w którym miejscu jest nasza kadra, czy mentalnie jest przygotowana do odnoszenia sukcesów. Wierzę, że tak jest, bo inaczej by mnie tutaj nie było. Mamy taką grupę, że powinniśmy wyjść minimum z drugiego miejsca. To jest realne, a przy dobrym układzie drabinki można znaleźć się w półfinale.

Jak oceni pani rywalki? Wydaje się, że w grupie faworytkami są Włoszki?
MAJ-ERWARD: – Ale z nimi również możemy powalczyć! Gramy przecież u siebie i będziemy mogły liczyć na doping kibiców. Pozostałe drużyny: Słowenia, Belgia, Ukraina i Portugalia są do pokonania. Jest więc szansa na zajęcie przynajmniej drugiego miejsca i na 1/8 finału pozostanie w Łodzi.

Własna hala to duży atut?
MAJ-ERWARD: – Oczywiście… Jeśli się w niej trenuje, to jest super, ale kiedy przyjeżdżałam tu z innymi klubami, to miałam zawsze problem. Trzeba nauczyć się pewnych odniesień i musimy to wykorzystać. Cieszę się, że turniej jest w Polsce, bo pamiętam, że kibice nam bardzo dużo dawali od siebie i to jest wartość dodana. Myślę, że będziemy grać bez presji, o ile jej sobie same nie narzucimy. Jeśli chodzi o trenerów i związek, nikt nam jej jej nie narzuca.

 

Na zdjęciu: Paulina Maj-Erwardt po dziesięciu latach ponownie ma szansę na medal mistrzostw Europy.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze