Michalski: Czasami trzeba dostać kopa w tyłek

Po starcie w mistrzostwach Starego Kontynentu w Gruzji nie miał pan zbyt szczęśliwej miny…
Arkadiusz MICHALSKI: – A z czego miałem się cieszyć? Zająłem 6. miejsce w kategorii 109 kg i teraz ciężko jest mi się odnaleźć.

Aż tak?!
Arkadiusz MICHALSKI: – Tak, bo swój występ odbieram jako porażkę. Wiedziałem, że o medal będzie bardzo trudno, ale nie spodziewałem się, że aż tak. Nie przypuszczałem, że w podrzucie będę musiał atakować 233 kg. Myślałem, że przy 180 kg w rwaniu, czy nawet 179 kg, jakie uzyskałem, wyrównując życiówkę na zawodach międzynarodowych, w drugim boju do medalu wystarczy mi 222, może 225 kg. Przygotowania do tej imprezy przebiegały gorzej niż się spodziewałem i nie czułem się pewnie. Brakowało wielu elementów, ale co mam zrobić? Raz na wozie, raz pod wozem.

Proszę rozwinąć kwestię przygotowań. Miał pan problemy ze zdrowiem?
Arkadiusz MICHALSKI: – Ze zdrowiem zawsze jest średnio. Zresztą na zawodowym poziomie, niezależnie od dyscypliny, raz jest lepiej, a raz gorzej. Nie ma się co czarować – decydując się na podjęcie wysiłku, trzeba się liczyć, że każdego dnia będzie coś doskwierać. I tak powie każdy sportowiec. Starałem się jak mogłem, ale nie zawsze jest niedziela. W zeszłym roku wszystko szło właściwym rytmem i przebiegało po mojej myśli, bo zostałem mistrzem Europy oraz zdobyłem brąz mistrzostw świata. W Aszchabadzie czułem się świetnie w rwaniu, a zaliczyłem jedno podejście. W Batumi z kolei kiepsko czułem się w rwaniu, a miałem w nim trzy udane próby, a podrzucie tylko jedną. Taki jest sport.

Tak wysokiego poziomu w kategorii ciężkiej dawno nie było.
Arkadiusz MICHALSKI: – Nazwałbym go kosmicznym! Kto by przypuszczał, że na 27 podejść w rwaniu tylko 4 będą spalone? I gdyby jeszcze rywale uzyskiwali 180, 182, 183 kg, to byłoby to do przyjęcia. A tymczasem na pomost wychodzi Rodion Boczkow z Rosji i zalicza 192 kg. To samo robi Simon Martirosjan z Armenii, który w trzecim podejściu atakuje 197 kg, chcąc pobić rekord świata. Nie wierzyłem, że to się dzieje naprawdę. A do tego wszyscy dysponują niezłym podrzutem. Nie pamiętam, kiedy na brąz ME trzeba było zrobić aż 410 kg. Poziom był bardzo wysoki, a ja się do niego nie dostosowałem. Mógłbym wyrwać 2-3 kg więcej i podrzucić 228 kg, ale byłbym w tym samym miejscu. Musiałem więc ryzykować i atakować pozycję medalową. Ryzykowałem bardzo dużo, ale dla mnie między 4. a 6. miejscem nie ma żadnej różnicy. Nie jestem amatorem.

Czy kiedykolwiek próbował pan podrzucić 233 kg?
Arkadiusz MICHALSKI: – Tak, a nawet 234 kg, kiedy 5 lat temu, na mistrzostwach Polski w Łukowie, chciałem poprawić rekord kraju w superciężkiej… Tym razem zacząłem od 221 kg, bo nie miałem innego wyjścia. Owszem, mogłem zacząć niżej, by w drugim pójść spokojnie na 224-225 kg i dopiero w ostatnim zaatakować. Stwierdziłem jednak, że lepiej będzie zacząć wyżej. Do tej pory na ME 220 kg i więcej próbowało podrzucić dwóch-trzech zawodników, a tym razem prawie wszyscy chcieli to zrobić… Fajnie jest czasem dostać kopa w tyłek, by potem wrócić na właściwe tory. Brak medalu trochę podciął mi skrzydła.

Ale najważniejszy cel pan zrealizował…
Arkadiusz MICHALSKI: – Tak. Do Gruzji leciałem po punkty do kwalifikacji olimpijskiej. Na tę chwilę mam ich ponad 900 i jestem pewniakiem na igrzyska w Tokio. Gdybym miał się nad sobą rozczulać, to mogłoby się to źle skończyć. Miejsce poza podium trzeba przyjąć z pokorą i iść dalej. Zresztą 400 kg w tej kategorii byle leszcz nie robi. Takich ludzi można policzyć na palcach jednej ręki.

Planuje pan odpoczynek?
Arkadiusz MICHALSKI: – Niezbyt długi, bo już połowie września czekają mnie mistrzostwa świata. Trzeba pracować.

W Tajlandii przyjdzie panu walczyć z tymi samymi rywalami co w Gruzji…
Arkadiusz MICHALSKI: – Tak i dojdzie do nich jeszcze bardzo silny Chińczyk (Zhe Yang – aktualny lider rankingu olimpijskiego – przyp. red.). Jeśli będę zdrowy, to potrenuję parę miesięcy i liczę, że będę mocniejszy. Chciałbym dołożyć po kilka kilogramów, choć w podrzucie za dużo nie muszę, bo mój rekord to 228 kg. Ale jak dołożę 3-4 kg, to będę na poziomie 410-412 kg i będzie znakomicie.

Mimo nieudanego startu, pamiątkę z Batumi pan przywiózł.
Arkadiusz MICHALSKI: – Tak. Brązowy medal za podrzut jest pocieszeniem, ale celowałem w piąty z rzędu krążek w dwuboju. Tym razem się nie udało.

 

Na zdjęciu: Słynący z mocnego podrzutu Arkadiusz Michalski tym razem lepiej spisał się w rwaniu.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze