Zobacz
Do góry

Oskar za scenografię

Kiedy dziewięć lat temu Marcin Robak żegnał się z Widzewem, w listopadzie 2010 roku jego dwa gole strzelone Górnikowi w wygranym 4:0 meczu oglądało na starym, rozsypującym się stadionie 7500 widzów.

Teraz sceneria jest inna: Robak w miniony piątek zagrał po raz pierwszy w życiu na nowym widzewskim obiekcie i nie krył zachwytu: „Każdy, kto tu gra, wie, że to niesamowite przeżycie. Wcześniej otoczka była tu przecież całkiem inna. Chyba każdy zawodnik marzy, by zagrać na stadionie Widzewa”. Mecz z Błękitnymi oglądało 17 435 widzów, do pobicia rekordu frekwencji zabrakło więc trochę ponad 300 osób, ale i tak kibice Widzewa są w Polsce nie do pobicia. „Liga ma mniejsze znaczenie, jesteśmy tu dla Ciebie” – taki transparent o szerokości boiska widniał na bandzie za bramką, a słowo „ciebie” wypisano w klubowych, biało-czerwonych barwach.

Robak zdobył w tym sezonie drugą bramkę dla Widzewa, też z karnego, jak w Wejherowie. Skuteczniejszy od niego jest drugi nowy napastnik Widzewa Przemysław Kita, który strzelił trzy gole. Tego trzeciego w piątek przypłacił kontuzją. „Strzelałem na wślizgu i poczułem, że prawa noga nienaturalnie wygięła mi się w kolanie. Ból stawał się coraz większy i w pewnym momencie nie mogłem już biegać, robić zwrotów” – mówił po meczu, który dla niego trwał tym razem tylko 30 minut.

Jak doszło do tego wślizgu? „Przede mną był tylko bramkarz, a ja kątem oka dostrzegłem, że na dobrej pozycji jest Marcin Robak. Zawahałem się przez chwilę, czy samemu próbować strzelać nad bramkarzem, czy też podać piłkę Robakowi i ten moment dał szansę bramkarzowi na skuteczną interwencję. Ale rzuciłem się do odbitej przez niego piłki i właśnie wślizgiem zdążyłem pierwszy do piłki przed obrońcą” – opowiadał. Kita zdobył bramkę w trzecim kolejnym meczu i szkoda, by miało go zabraknąć w kolejnym meczu Widzewa w Elblągu. „Mam nadzieję, że to nic groźnego” – pocieszał sam siebie.

„Prząśniczka” sygnałem do ataku

Zachwycony atmosferą meczu był też debiutujący w tej roli na widzewskim stadionie trener Marcin Kaczmarek. „Ktoś mi powiedział, że to jeszcze nie wszystko, na co stać kibiców Widzewa. Zwycięstwo było nam bardzo potrzebne. To my mieliśmy więcej serca i rozumu w tym meczu. Było jednak kilka mankamentów, a zawodnicy sami wiedzą, że czeka nas jeszcze dużo pracy. Musimy poprawić atak pozycyjny, popracować na organizacją gry. Zespół się cały czas tworzy, krystalizuje. A gościom gratuluję postawy. Błękitni grali bez kompleksów, chcieli się pokazać.”

Adam Topolski, trener Błękitnych, nie miał do swoich piłkarzy pretensji za porażkę. „Nie przestraszyliśmy się Widzewa. Graliśmy pewnie w obronie, nie dopuściliśmy do wielu sytuacji bramkowych. Widzew był na pewno lepszy, dominował. Taka była nasza taktyka: w ostatniej fazie meczu chcieliśmy zaatakować i to po zmianach nam się udało, bo rezerwowy Piotr Kurbiel miał znakomitą okazję do wyrównania. Ale nie rozpaczamy po porażce – gramy o inne cele: Widzew o awans, my o środek tabeli. Wracamy do domu w dobrych humorach, bo mecz w takich okolicznościach to wielka przyjemność”.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w II liga