Pałki poszły w ruch

Powiedzcie ekstraklasie, że mamy się dobrze – takiej treści sektorówkę, zaadresowaną do kibiców i piłkarzy Śląska, zaprezentowali kibice Widzewa. Przesłanie było jasne, a jego wydźwięk – biorąc pod uwagę wynik 2:0 dla II-ligowca – jednoznaczny. We wtorkowym meczu Pucharu Polski łodzianie i ich fani zaprezentowali ekstraklasowy poziom, a „kibice” z Wrocławia skompromitowali się awanturą wywołaną w 2 minucie spotkania. Skończyło się na solidnym pałowaniu i polaniem sektora wodą z armatki wodnej. PZPN już zapowiedział surowe sankcje na klub i kibiców. Piłkarze Śląska w rewanżu dziękowali im po meczu za doping…

Dym z rac

Zatrzymano 27 osób, w tym kilkanaście za próbę wniesienia rac na stadion. Inwazja na Łódź była zresztą zaplanowana. Siły bezpieczeństwa o niej wiedziały i na najazd kilkusetosobowej grupy ubranych na czarno kiboli były przygotowane. Rewizja nie była jednak dokładna, bo rac i dymu nie brakowało i gra – już na początku – musiała zostać przerwana na ponad 8 minut, gdyż część płyty boiska zajęła pilnująca sektora gości policja.

Nieudany eksperyment

Trener Vitezslav Laviczka zapowiadał rotację w składzie i tak mocno rozkręcił worek z piłkarzami, że zostali w nim tylko Erik Exposito i Jakub Łabojko. Po raz pierwszy w wyjściowym składzie znaleźli się za to Filip Marković i Diego Żivulić. Wątpię, czy trener był zadowolony z występu weteranów Piotra Celebana i Mariusza Pawelca – chyba że chodziło mu o udowodnienie, że ekstraklasowy poziom może już być nie dla nich. Obaj wypadli słabo, z kolei Pawelec, który w tym sezonie jeszcze w lidze nie zagrał, a we wtorek był kapitanem drużyny, skończył mecz z czerwoną kartką. Ci, co zagrają w piątek z Koroną, siedzieli na ławce albo wręcz na trybunie. Śląsk przyjechał do Łodzi szerokim składem, bo po meczu ekipa nie wróciła do Wrocławia, tylko pojechała do Gutowa, gdzie trenować będzie przed meczem w Kielcach.

Druga porażka Laviczki

Śląsk przeważał w I połowie, ale nie na tyle, by objąć prowadzenie. Widać było większe piłkarskie obycie wrocławian, ale w miarę upływu czasu ich zapał gasł. Próbą odwrócenia losów spotkania było wprowadzenie do gry Roberta Picha. – Chcieliśmy wywrzeć presję na przeciwniku w ataku, ale to się nam nie przidarzilo – mówił dźwięcznym polsko-czeskim językiem Vitezslav Laviczka, któremu przypomniano, że kiedyś (w 1983 roku) – jako zawodnik Sparty Praga – przegrał z Widzewem 0:1, ale jego zespół wygrał później rewanż. Tym razem rewanżu nie będzie…

– Po raz pierwszy od kilku lat Widzew rozgrywał mecz, w którym nie był faworytem – zauważył z kolei trener Marcin Kaczmarek. – Gratuluję chłopakom serca, charakteru, zaangażowania i czasem dobrej gry. Musimy już jednak myśleć o tym, co nas czeka w sobotę – starał się nie podkręcać atmosfery triumfu, mając na myśli mecz z Górnikiem Polkowice. On też eksperymentował, dając odpocząć trójce podstawowych obrońców.

Dwa gole Robaka

Kiedy szykowano się już do dogrywki, dwukrotnie dał o sobie znać Marcin Robak. Co prawda po pierwszym golu widzewiacy podbiegli z gratulacjami do Konrada Gutowskiego, ale były napastnik Śląska stał na polu karnym, pokazując wymownie: „Do mnie, panowie, do mnie! To ja ostatni dotknąłem piłki”. Zasługa Gutowskiego była bezsporna, ale przed Robakiem stali jeszcze bramkarz i obrońca, więc któryś z nich mógłby wybić piłkę. Przy drugiej bramce wątpliwości już nie było: kontrę Robaka faulem zatrzymał Diego Żivulić, a widzewski król strzelców rzutów karnych przecież nie marnuje.

Jak za Waligóry i Żmudy

Obecni na meczu dawni trenerzy Widzewa, Bronisław Waligóra i Władysław Żmuda, mieli się z czego cieszyć. To znów był ich Widzew. Jak ten z 1977 roku, który – pod wodzą Waligóry – dał radę Manchesterowi City, albo ten z 1983 roku, który – prowadzony przez Żmudę – wygrał z Liverpoolem. W meczu II-ligowca z wiceliderem ekstraklasy szanse łodzian były tak samo małe, jak wówczas. I też skończyło się wynikiem 2:0.

Na zdjęciu: Żeby uspokoić wrocławskich zadymiarzy, w zdecydowany sposób musiała interweniować policja…

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze