Podolski robi się coraz bardziej nerwowy

Lukas Podolski może mówić o ogromnym szczęściu, że w ekstraklasie nie zobaczył jeszcze czerwonej kartki.


Czy to z frustracji powodowanej licznymi bolączkami Górnika, czy po prostu z czystej ambicji i chęci zwycięstwa – Lukas Podolski zaczyna przesadzać. Przed przerwą reprezentacyjną w meczu z Wisłą Płock, 36-latek już w 1 minucie spotkania zobaczył żółtą kartkę, gdy po faulu z naskoku z wielkim impetem „skasował” Piotra Tomasika. Za takie wejście w większości przypadków piłkarze wylatują z boiska, ale „Poldiemu” udało się uniknąć wprowadzenia poprawki przez VAR.

W ostatnim meczu z Wisłą, ale tą krakowską, gwiazdor Górnika za swój faul z 7 minuty nie zobaczył nawet żółtego kartoniku. Chodziło o wejście w kolano Serafina Szoty, które wyglądało niebezpiecznie. Nie była to co prawda nakładka, ale uderzenie bokiem buta, w związku z czym zagrożenie było mniejsze, ale co najmniej „żółtko” Podolskiem się należało – choć pewnie znaleźliby się też tacy arbitrzy, którzy usunęliby zawodnika z boiska.

VAR oczywiście interweniować nie mógł, bo błąd sędziego nie był na tyle oczywisty, żeby go skorygować i zasugerować czerwoną kartkę. Sędzia Bartosz Frankowski jednak nie popisał się swoją decyzją, bo pierwotnie zwlekał z tym, aby w ogóle odgwizdać faul.

Lukas Podolski w całej swojej karierze zagrał już ponad 700 meczów i zobaczył w nich 4 czerwone kartki. Gdy grał w Japonii wyleciał z boiska za brutalny wślizg w nogi jednego z rywali. Śląski Niemiec nie zgadzał się z taką decyzją, z wielką frustracją zaczął gestykulować na boisku i omal nie wdał się w bójkę z jednym z rywali, który sugerował mu, aby opuścił murawę.

W Japonii takie zachowanie jest dużo gorzej odbierane niż w Europie. A że Podolski miał przez swoją „arogancję i wywyższanie się” kłopoty na Dalekim Wschodzie, mówił w rozmowie z Weszło (razem z żoną) obecny bramkarz Wisły Płock Krzysztof Kamiński, grający wówczas w lidze japońskiej. Koledzy z zespołu mieli nawet… przestać podawać piłkę do Podolskiego.


Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

Komentarze