Zobacz
Do góry

Rolnikiem nigdy nie będzie. „To bardziej męczące niż mecz”

Gerard Badia to niezwykle barwna postać. Wielokrotnie opowiadał, co mógłby robić po zakończeniu kariery, ale na roli pracować nie zamierza, choć jego ojciec posiada ogromną plantację oliwek.

Gdy kapitan gliwickiego Piasta, Gerard Badia ma trochę wolnego, leci do swojej rodzinnej miejscowości, Horta de Sant Joan, położonej na rolniczym, pofałdowanym terenie w Katalonii. Ma tam dom i ogromne połacie pół i łąk. Nad całym terenem czuwa jego ojciec, którego na meczu z Lechem Poznań zabrakło. – Na to szczególne wydarzenie przyjechała niemal cała rodzina. Tata jednak musiał zostać, bo ma nową pracę i nie mógł sobie pozwolić na wyjazd – mówił, fetując mistrzostwo, Gerard Badia.

Ciężki kawałek chleba

Pół roku wcześniej sytuacja ojca „Badiego” tak różowa nie była. Gdy zimą Gerard go odwiedził, ten musiał zajmować się gospodarstwem. – Dziadek całe życie pracował na roli. Tata, gdy miał normalną pracę, to weekendami też pracował na polu. Fizycznie to niezwykle ciężkie. Tata był ostatnio tam sam. Musiał pracować i wszystko robić niezależnie od pogody, a najmłodszy już nie jest. Ja za tym nie przepadam, bo to bardziej męczące niż mecz.

Szczęśliwa gliwicka rodzina w komplecie. Gerard Badia z żoną Gemmą i córkami. Fot. Instagram

Pamiętam, że jak byłem nastolatkiem i po całym tygodniu nauki chciałem się wyspać w sobotę, tata budził mnie o ósmej i kazał wstawać, bo trzeba było iść pracować na pole. Sam nie jeździłem i nie jeżdżę traktorem, bo dwa lata temu nasz wujek zginął w wypadku z udziałem ciągnika. Pracy jest dużo, ale nie da się na tym zarobić. Tata za całoroczny zbiór oliwek otrzymał tylko kilka tysięcy euro i to był jego dochód na cały rok! Kosztuje to sporo pracy, a są jeszcze inne wydatki. Niedawno kupił traktor i żeby go spłacić, musiałby pracować 3 lata! – opowiada nam Katalończyk.

 

Na oliwkach się nie zna

Biznes jest trudny, choć na własne potrzeby produktów rodzinie Gerarda Badii nigdy nie brakowało. – Mamy naprawdę spore pola, na których rosną oliwki i winogrona. Nie wszystko jednak jesteśmy w stanie przetworzyć. Oliwki wykorzystujemy i produkujemy oliwę. Jeśli chodzi o winogrona, to 80 procent zbiorów sprzedajemy, a resztę zostawiamy dla siebie i robimy wino. Nie zawsze jednak wychodzi smaczne. Na tym trzeb się po prostu znać – przyznaje zawodnik mistrzów Polski.

Miejsce, w którym wychował się kapitan Piasta, wzbudza w piłkarzu bardzo przyjemne uczucie. – Dawno temu całymi rodzinami pracowało się w weekendy i to były fajne chwile. Teraz jest inaczej. Ja jestem w Polsce, brat studiuje w innym miejscu. Poza tym na swoim terenie posiadamy najstarsze drzewo oliwne… w Europie! Poważnie. Nazywa się „Lo Parrot” i ma około 2000 lat. Ludzie przyjeżdżają, żeby je obejrzeć. Możesz sobie sprawdzić w internecie – poleca Gerard Badia, który – choć lubi oliwki i winogrona – nie uważa się za specjalistę w tej dziedzinie. – Jak porozmawiasz z moim tatą, to on ci powie, ile jest gatunków oliwek. Różnią się detalami i mają różne smaki. Ja się na tym nie znam. W domu w Hiszpanii zawsze jednak mamy pod ręką 5-litrową butlę z oliwą. Przyjechałem do Polski i maksymalnie nie mogłem kupić więcej niż litr – mówi Gerard.

 

Gerard Badia ma szacunek dla pieniędzy

Gerard nie owija w bawełnę i przyznaje, że swojej przyszłości po zakończeniu kariery nie wiąże z rolnictwem i plantacją oliwek. – Nie będę się tym zajmował. Teren jest ogromny, ale trzeba to kiedyś będzie sprzedać, albo wydzierżawić temu, kto będzie to utrzymywał. Wszyscy w moim miasteczku są rolnikami. Ziemia jest tam urodzajna. Wszyscy moi koledzy z dzieciństwa w weekendy pracowali na roli i żyli z oliwek – stwierdza Gerard Badia.

Badia, czyli kapitan od ważnych goli

Piłkarz z małego miasteczka wyniósł szacunek do ciężkiej pracy i pieniądza. Tego nauczyli go dziadkowie i rodzice. – Gdy miałem operowane lewe kolano, to mój dziadek chciał sprzedać część pola, żeby zapłacić za zabieg. Na szczęście nie było to potrzebne, ale teraz – gdyby ktoś z mojej rodziny potrzebował pomocy finansowej – na pewno bym mu pomógł. U nas nigdy nie było wielkich pieniędzy, ale nie mamy długów, kredytów itd. Dlatego każdy stara się zadbać o siebie, by nie być ciężarem. Nie ma tak, że ktoś wydaje pieniądze bez umiaru i potrzebuje ich więcej i więcej. Mamy tyle, ile potrzeba – opisuje swoją familię sympatyczny Katalończyk.

 

Burzec: Ofert nie brakuje

Pieniądze nie mają stanowić przeszkody także w przypadku nowego kontraktu dla piłkarza tak związanego z klubem z Okrzei. Na razie jednak trudno mówić o konkretach, bo piłkarz jest dopiero po wstępnych rozmowach. Fani Piasta trochę się niecierpliwią, że nowej umowy dla „Badiego” wciąż nie ma. On jednak wierzy w szczęśliwe zakończenie negocjacji. Potwierdza je agent piłkarza Kamil Burzec, którego zapytaliśmy, kiedy wszystko może się wyjaśnić. – Możliwe, że jeszcze do końca maja, ale zobaczymy… – mówi menedżer, którego pytamy też, czy Gerard Badia ma inne oferty. – Piast jest priorytetem, ale innych propozycji nie brakuje. Są zapytania z zagranicy, ale zdecydowana większość pochodzi z Polski – dodaje Burzec. Trudno jednak wyobrazić sobie Badię w innych barwach ekstraklasowego klubu niż czerwono-niebieskich. Ta piękna historia wciąż może trwać przy Okrzei…

 

Na zdjęciu: Katalończyk czuje się mocno związany z klubem i miastem, dlatego chce nadal bronić barw Piasta.

Cytat

Gerard Badia

Dla mnie ten sezon był jak rollercoaster. Przydarzyła się kontuzja, ale też były ważne bramki jak ta na Legii. Nawet jak nie grałem to starałem się pompować szatnię, nie jako kapitan, ale jako kolega.

Pomocnik Piasta o zakończonym sezonie.

Czy wiesz, że…

Badia opuścił inauguracyjny mecz w tym roku z powodu… narodzin drugiej córki. Katalończyk nie pojechał z Piastem na mecz z Cracovią (1:2), tylko czuwał u boku swojej żony. Gliwiczanie wstrzymali się z publikacją tej informacji, gdyż nie chcieli rywalom ułatwiać zadania. Badii urodziła się druga córka – Sofia/Zosia. Pierwsza córka ma na imię Valeria i mówi zarówno po hiszpańsku, jak i po polsku.

Hiszpania razy dwa

Tegoroczny urlop Gerard Badia spędzi w swojej ojczyźnie. Najpierw z kilkoma kolegami i rodziną poleciał na Ibizę, a później już tylko w rodzinnym gronie będzie odpoczywał na Formenterze. – Uwielbiam to miejsce i wyspę. Byłem tam już kilka razy – opowiadał nam kapitan Piasta.

LICZBY

7 ASYST w tym sezonie zanotował Gerard Badia. Katalończyk był drugim najefektywniejszym piłkarzem w lidze, tuż za plecami… innego piłkarza Piasta, Pawła Tomczyka.

75 TYSIĘCY euro miał zapłacić Piast w lipcu 2014 roku za wykupienie Badii z hiszpańskiego zespołu SD Noja. Były to bardzo dobrze zainwestowane pieniądze.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa