Zobacz
Do góry

Śląsk Wrocław. Cel – wygrane zamiast remisów

Śląsk Wrocław ma problemy z tworzeniem sytuacji podbramkowych, dlatego po raz dziewiąty w sezonie podzielili się punktami z rywalami.

Trener Śląska, Vietezlav Laviczka od nowego roku zmaga się z dylematem, na kogo postawić w bloku defensywnym. Na boku obrony w meczu z Lechią Gdańsk i Pogonią Szczecin wystawił Lubambo Musondę, nominalnego skrzydłowego, a w roli stopera zagrał Diego Żivulić, defensywny pomocnik. Co więcej, w spotkaniu w Szczecinie nie mógł wystąpić Israel Puerto, który został zawieszony za kartki. W jego miejsce wszedł niegrający w ekstraklasie od sierpnia Piotr Celeban. Pomimo tego chaosu kadrowego, defensywa Śląska była najbardziej zgraną formacją zespołu w miniony weekend.

Fałszywy alarm

Mimo dość słabego występu Żivulicia na rozpoczęcie rozgrywek w 2020 roku, po raz kolejny zagrał na środku obrony w meczu z Pogonią. Tym razem Chorwat spisał się naprawdę dobrze, nie popełniał zbyt wielu błędów i dobrze dogadywał się z Celebanem, choć kilka razy Matusz Putnocky ratował im skórę.

– Wiem, że w poprzednim spotkaniu popełniłem kilka błędów, ale wiem też, że potrafię grać na pozycji środkowego obrońcy. Można uznać, że w poprzednim meczu miałem po prostu chwilę słabości, jednak w profesjonalnej piłce nie ma miejsca na takie momenty. Cieszę się, że nie straciliśmy dziś bramki. Czyste konto zawsze jest czymś dobrym dla obrońców – powiedział po meczu z „Portowcami” Diego Żivulić.

Stoperów chwalił również ich szkoleniowiec, który zauważył poprawę w grze Chorwata z meczu na mecz.

– Mieliśmy w obronie dużo zmian, ale duet Celeban-Żivulić pokazał się z dobrej strony. Piotrek długo nie grał, ale to profesjonalista, zawsze gotowy. Czekał na swoją szansę i mocno pracował podczas okresu przygotowawczego. Z kolei Diego zagrał zdecydowanie lepiej niż przeciwko Lechii w zeszłym tygodniu – analizował grę defensorów w spotkaniu z Pogonią Vietezlav Laviczka.

Zatkane strzelby

Jednak tego samego z pewnością nie można powiedzieć o wrocławskiej ofensywie. Abstrahując od fatalnego przestrzelenia karnego przez Erika Exposito w meczu z „Portowcami”, Hiszpan w 20 meczach strzelił zaledwie 5 bramek, a 3 z nich zdobył w zremisowanym meczu z Zagłębiem Lubin. To nie jest wybitny wynik, szczególnie dlatego, że w Śląsku na razie nie znaleziono dla niego bramkostrzelnej alternatywy. Exposito jest jedynym nominalnym napastnikiem w kadrze drużyny, który trafił choć raz do siatki rywala przez cały sezon. W zimowym okienku transferowym jednym z głównych celów było ściągnięcie konkurenta dla Hiszpana. Dlatego do drużyny dołączył Filip Raiczević. Na razie dwa razy wszedł z ławki i asystował przy decydującym golu na 2:2 z Pogonią. Jednak czy cała słabość ofensywna Śląska wynika wyłącznie z postawy napastników?

Potrzeba playmakerów

Za mecz z Pogonią żaden z zawodników Śląska spoza defensywy nie otrzymał od „Sportu” noty powyżej wyjściowej. Zawodnicy z Wrocławia praktycznie nie stworzyli sobie ani jednej dogodnej okazji do zdobycia bramki poza rzutem karnym i to wydaje się prawdziwym problemem.

– Na pewno byliśmy dobrze zorganizowani, nie daliśmy sobie strzelić gola i to jest pozytywem tego spotkania. Z przodu zabrakło nam bramek, nie mieliśmy wielu sytuacji, ale dobra gra z tyłu dała nam jeden punkt – skomentował spotkanie rezerwowy ofensywny pomocnik, Damian Gąska.
Problemy personalne w defensywie na razie wydają się załatane. Żeby Śląsk mógł odrobić straty, potrzebuje rewolucji w drugiej linii, która na razie nie jest w stanie stworzyć sytuacji podbramkowych dla swojego snajpera. Jeżeli tego uda się dokonać, Śląsk całkiem realnie może zacząć myśleć o dołączeniu do walki o mistrzostwo Polski.

Komentarze