Dogrywka była blisko

Szkoleniowiec Legii, Aleksandar Vuković., zaufał dokładnie tym samym zawodnikom, którzy tydzień temu nieźle zagrali w Warszawie i do gry desygnował identyczną jedenastkę, jak w pierwszym meczu IV rundy eliminacji LE. Tymczasem szkoleniowiec Rangers, Steven Gerrard, wymienił tylko jedno ogniwo. Borna Bariszić zastąpił Jona Flanagana. Śmiało zatem można stwierdzić, że żaden ze szkoleniowców nie zaskoczył ustawieniem. Możne było się również spodziewać, że od pierwszych minut gospodarze wściekle ruszą na Legię i tak też się stało.

Zabrakło centymetrów

Pierwszy kwadrans to huraganowy szturm na warszawską bramkę. Legioniści byli nieco zagubieni. Arturowi Jędrzejczykowi i Igorowi Lewczukowi przytrafiły się proste błędy indywidualne, ale rywal ich nie wykorzystał. Najlepszą okazję na gola miał jednak Alfredo Morelos. Po świetnym dośrodkowaniu z prawego skrzydła Jamesa Taverniera wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że kolumbijski napastnik wpisze się na listę strzelców. Napastnik „Strzażników”, z kilku metrów, główkował jednak minimalnie obok prawego słupka bramki strzeżonej przez Radosława Majeckiego. Trzeba przyznać, że w tej sytuacji warszawskiej drużynie dopisało szczęście, Morelosowi zabrakło dosłownie kilku centymetrów. Radosław Majecki nie miałby w tej sytuacji nic do powodzenia.

Po okresie dominacji gospodarzy „Wojskowi” uspokoili się nieco i spotkanie zrobiło się bardziej wyrównane, choć cały czas stroną przeważającą byli „Strażnicy”. Niemniej jednak Legii udało się kilka razy wyjść z piłką bliżej bramki przeciwnika. Niezłą sytuację wypracował sobie w 35. minucie spotkania Luquinhas, który ograł dwóch obrońców gospodarzy, ale oddał zbyt lekki i mało precyzyjny strzał, po którym Allan McGregor nie musiał się wysilać i spokojnie złapał piłkę. Do przerwy żadnej z drużyn nie udało się strzelić bramki i po pierwszych 45 minutach Legia nie była ani bliżej, ani też dalej awansu do fazy grupowej Ligi Europy, choć drużyna Rangers nie zrobiła tego, co zakładała sobie przed meczem, a mianowicie nie zdobyła szybko bramki.

Pod dyktando Rangers

Drugą odsłonę gospodarze rozpoczęli z podobnym animuszem, jak pierwszą połowę. Znów niezłą sytuację bramkową miał Morelos, ale tym razem został zablokowany przez wracających we własne pole karne graczy Legii. Kolejny atak „Strażników” zatrzymał Lewczuk, a trener Vuković stracił cierpliwość do statycznego Sandro Kulenovicia i posłał na plac gry zdecydowanie bardziej dynamicznego Jarosława Niezgodę. Problem Legii nadal jednak polegał na tym, że gra, w znacznej większości, toczyła się na jej połowie i pod dyktando rywala. Piłkarze Stevena Gerrarda coraz bardziej spychali nasz zespół w okolice pola karnego.

Sheyi Ojo, w 70. minucie spotkania, po szybkim ataku szkockiej drużyny, oddał bardzo groźny strzał z linii pola karnego, ale kapitalną interwencją popisał się Majecki. Chwilę później kolejny raz próbował Morelos. Tym razem uderzał prawą nogą po ziemi, ale znów zabrakło mu kilku centymetrów, aby wpisać się na listę strzelców. Kolumbijski napastnik, w końcu, dopiął swego. W pierwszej doliczonej minucie otrzymał dośrodkowanie z lewego skrzydła i strzałem głową pokonał Majeckiego. Tym sposobem Legia nie zagra w fazie grupowej LE,

 

Rangers FC – Legia Warszawa 1:0 (0:0)

1:0 – Morelos, 90+1 min.

RANGERS: McGregor – Bariszić (64. Flanagan), Katić, Goldson, Tavernier – Arfield (73. Jones), Jack, Davis – Aribo, Morelos, Ojo (90+5. Kamara). Trener Steven GERRARD.

LEGIA: Majecki – Stolarski (73. Nagy), Jędrzejczyk, Lewczuk, Rocha – Andre Martins, Cafu – Veszović, Gwilia, Luquinhas – Kulenović (56. Niezgoda) Trener Aleksandar VUKOVIĆ.
Sędziował Slavko Vinczić (Słowenia). Żółte kartki: Bariszić, Katić, Jones – Stolarski, Lewczuk.
Pierwszy mecz: 0:0. Awans: Rangers FC.

 

Na zdjęciu: Legia długo nie dawała się Rangers FC, ale w fazie grupowej LE nie zagra.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 
ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze