Zobacz
Do góry

Komentarz „Sportu”. W Zabrzu po raz kolejny byliśmy świadkami boiskowej żenady

Dopóki nie będzie odpowiedniej bazy, takiej jak choćby za południową granicą, to nie będzie odpowiednich wyników i wychowanków w ekstraklasowym zespole – pisze Michał Zichlarz w swoim felietonie o problemach Górnika przed sparingiem z Banikiem Ostrawa.

Chwała działaczom Unii Bieruń Stary, którzy liderują w B-klasy tyskiego podokręgu, chwała jednej z legend zabrzan Henrykowi Latosze. Gdyby nie oni, to nie wiadomo, gdzie Górnik Zabrze zagrałby z Banikiem…

O tym, że oba zespoły zagrają razem było wiadomo od wielu tygodni. Gospodarzem, jak w zeszłym roku, był Górnik. W 2019 roku napadało tyle śniegu, że mecz z czeskim klubem nie odbył się i próba generalna przed startem tamtej wiosny wzięła w łeb. Skompromitowała się Spółka Stadion, która nie była w stanie przygotować boiska. Teraz znowu mieliśmy kompromitację.

Jak mówił mi przed sobotnim meczem były już trener Banika Bohumil Panik, spotkanie musiało się odbyć na naturalnej nawierzchni. Główna płyta Areny Zabrze odpada. Rezerwowe boisko, gdzie trenują piłkarze też. Nie można było również zagrać na Sparcie Zabrze, bo murawa byłaby w takim stanie, że nie wiadomo czy do marca by wydobrzała, a tam przecież grają inne zespoły Górnika.


Zobacz jeszcze: Górnik Zabrze nie ma gdzie grać!


W tej sytuacji spotkanie miało być rozegrane w jednym z miast, gdzie kibiców górniczej jedenastki nie brakuje, a i są niezłe boiska. Wspominano o Knurowie, Rybniku… Nic jednak z tego nie wyszło. Nic też nie wyszło z gry w Wodzisławiu Śląskim na obiekcie Gosław Sport Center. Nawet tam obawiano się o stan murawy. W tej sytuacji zagrano w Bieruniu Starym, gdzie na co dzień ogląda się teraz mecze B-klasy.

To przyczynek do pokazania już nawet nie żółtej, ale czerwonej kartki tym, którzy chcą, żebyśmy na Górnym Śląsku oglądali futbol przez duże „F”. Komu? Nie piłkarzom, nie sztabowi trenerskiemu, nawet nie działaczom Górnika, ale właścicielowi. Jak tu mówić o profesjonalnym budowaniu zawodowego klubu, kiedy nie tylko nie idzie zagrać zwykłego sparingowego meczu, ale jest problem gdzie trenować, bo boiska albo są zmrożone, albo zasypane śniegiem, albo grząskie? Nie może być tak, że przed pierwszym treningiem wszyscy w klubie zastanawiają się, gdzie zorganizować zajęcia.

W zeszłym roku, po transferze Szymona Żurkowskiego do Fiorentiny za 3,7 mln euro, głośno mówiono o tym, że ma powstać boisko pod balonem. Taka murawa w pneumatycznej hali choć częściowo byłaby rozwiązaniem na zimę. O innych boiskach, choćby podgrzewanej treningowej murawie nie wspominam… Jak Górnik ma kształcić prawie tysiąc dzieciaków w swojej akademii, kiedy przez cztery czy pięć miesięcy  nie mają one gdzie normalnie trenować? Dopóki nie będzie odpowiedniej bazy, takiej jak choćby za południową granicą, to nie będzie odpowiednich wyników i wychowanków w ekstraklasowym zespole.

I na koniec jeszcze jedno. 9 lutego mają się odbyć lekkoatletyczne Mistrzostwa Śląska dzieciaków (10-13 lat). Gdzie się odbędą? W hali w Ostrawie. U nas w regionie, 4,5 mln ludzi, nie ma odpowiedniego obiektu do zorganizowania takiej imprezy.  


Zobacz jeszcze: Górnik Zabrze bierze Słowaka


Komentarze