Zobacz
Do góry

Raków Częstochowa. Posiali, ale na razie nie zebrali

Beniaminek spod Jasnej Góry ma na razie duży problem ze zbieraniem ligowych „oczek”.

Choć w Zabrzu w sobotnim meczu z Górnikiem podopieczni Marka Papszuna dużymi fragmentami przeważali, to efekt nikogo z częstochowian nie mógł zadowolić. Porażka 0:1 splendoru drużynie spod Jasnej Góry na pewno nie przyniosła.

Głosy krytyczne pod adresem szkoleniowca i samych piłkarzy z Częstochowy pojawiają się jednak bardzo rzadko. O ich gaszeniu w zarodku mówi były szkoleniowiec czerwono-niebieskich, jedna z legend Rakowa, Gothard Kokott.

– Jest takie doskonale znane wszystkim określenie – debiutanci. Ta drużyna jest absolutnym debiutantem, bo nas w tej ekstraklasie nie było przez wiele lat. W pierwszym meczu chłopców Papszuna zupełnie zjadła trema. W kolejnych było już znacznie lepiej, ale sporo czasu jeszcze upłynie, żeby ci zawodnicy poczuli, co znaczy gra na tym poziomie. Można oczywiście psioczyć na poziom tej naszej ligi, ale ma ona swoje wymagania. I z niej też są piłkarze sprzedawani za grube miliony. Ja nie pochwalam tego „handlu zagranicznego” bardzo młodymi i niedoświadczonymi graczami, ale właściwie nic na to nie można poradzić – tłumaczy nasz rozmówca.

Trzeba rozmawiać

Eks-opiekun Rakowa przyznaje, że dziś od krytyki mizernego początku bardziej potrzebne są rozmowy z piłkarzami. One są częstokroć skuteczniejsze niż budowanie atmosfery grozy.

– Bardzo podobała mi się metamorfoza, jaką przeszedł zespół po niepowodzeniu w spotkaniu z Koroną Kielce. W Białymstoku się odrodził, a to była wielka sztuka, żeby przez tydzień odbudować tych chłopaków. To się Papszunowi i jego sztabowi świetnie udało. Po tym pechowym spotkaniu w Zabrzu także nieodzowna będzie rozmowa, żeby ci chłopcy uwierzyli, że są w stanie wygrywać. Bo w moim odczuciu potrafią. Brakuje tylko wykończenia niektórych akcji, takiej chłodnej głowy. To powinno jednak przyjść z czasem – dodaje Kokott.

Kontrowersja kolejki. Nie w tę stronę!

Egzamin z dojrzałości

Z każdym dniem coraz lepiej powinni się również aklimatyzować częstochowscy obcokrajowcy występujący w barwach Rakowa. Francuz Brian Nouvier ostatnie tygodnie miał gorące bynajmniej nie z powodów sportowych. Otóż jego żona powiła skrzydłowemu potomka, który ma zawitać do Częstochowy wspólnie z mamą może już we wrześniu.

Zespół beniaminka czeka teraz bardzo trudny egzamin z futbolowej dojrzałości – zagra kolejno z Lechią Gdańsk, Lechem Poznań i Legią. Na pewno w spotkaniach tych nie wystąpi obrońca Andrzej Niewulis, który wciąż przechodzi rehabilitację po operacji kolana. Są niewielkie nadzieje, że filar obrony Rakowa będzie gotowy do gry jeszcze tej jesieni. Nikt nie ukrywa, że kapitana ekipie z Częstochowy bardzo brakuje.

„Szczepan” zdąży

W spotkaniu z zabrzanami obrońcy Górnika ostro potraktowali także ofensywnego pomocnika Miłosza Szczepańskiego, ale on na niedzielną potyczkę z Lechią Gdańsk powinien być zdrowy.

– Na szczęście nic poważnego mi nie dolega – tłumaczy „Szczepan”, który z każdym spotkaniem nabiera większej pewności siebie, a i trener Papszun widzi w nim jednego z kluczowych graczy swojej drużyny.

 

Na zdjęciu: Dla piłkarzy Rakowa ekstraklasa to na razie bardziej ból i cierpienie niż radość z uczestnictwa w elitarnym towarzystwie.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze