Tkocz: Łzy podeszły mi do oczu

ROW wciąż liczy się w II-ligowej walce o utrzymanie. W wygranych 4:2 derbach z Rozwojem Katowice zaimponowaliście wiarą i podejściem. Naprawdę nie było w was zwątpienia?

Robert TKOCZ: – Gdy do końca sezonu pozostawały cztery kolejki, a my jechaliśmy do Grudziądza, przeliczyliśmy, że musimy zrobić 9-10 punktów. Na razie mamy 6. Jeśli zdobędziemy 9, to będziemy mogli spojrzeć, czym odpowiedzieli rywale. Będzie trudno, ale sport polega na tym, że zawsze gra się do końca. Tak mnie uczono od dziecka.

Tydzień po ostatniej domowej porażce, z Olimpią Elbląg, musiał być bardzo trudny…

Robert TKOCZ: – Tamta porażka była niczym gwóźdź do trumny. Prowadziliśmy do przerwy 1:0. Nie powiem, że mieliśmy jakieś supersytuacje, ale mogliśmy podwyższyć na 2:0. W drugiej połowie Elbląg zagrał jednak świetnie i wygrał z nami 2:1. Wszyscy byli podłamani, tabela wskazywała, że nie ma już szans na uniknięcie spadku. Powiedzieliśmy sobie jednak, że gramy do końca, bo różne rzeczy w piłce się dzieją. Czasem jest tak, że jest już po sezonie i nagle ktoś nie dostaje licencji, ktoś inny się wycofuje… Samo życie, tak w przeszłości się zdarzało. Warto zatem walczyć do końca o jak najwyższe miejsce. Na tym to polega. Każdy sportowiec, niezależnie od dyscypliny, powinien mieć takie podejście.

Przypieczętowaliście spadek Rozwoju, czyli pańskiego byłego klubu. Spadł też Ruch, któremu kibicuje wiele osób w pana rodzinnym Pszowie, a ROW wciąż wisi na stryczku. Żal, że tak zły był to dla Śląska II-ligowy sezon?

Robert TKOCZ: – Dla mnie tak. Gdy szybko strzeliliśmy w Katowicach gola na 2:0, to… aż łzy mi podeszły do oczu, ścisnęło mnie w gardle, że tak się to wszystko potoczyło. To jest smutne, ale życie toczy się dalej. Trzeba to wszystko odbudowywać. W klubach, które dziś są mocne, kiedyś piszczała bieda. Teraz grają o pierwszą ligę czy świętują awanse do ekstraklasy. Takie jest życie. Wszystko płynie. To jedno wielkie koło. Wielka piłka wraca w miejsca, gdzie jej nie było dawno, zaś tam, gdzie przez lata był szczebel centralny, zawija się do portu. Nie mam jednak wątpliwości, że tylko po to, by za jakiś czas znów wypłynąć…

Rozwój zagrał w sobotę 10 młodzieżowcami. Był pan zaskoczony takim składem rywali?

Robert TKOCZ: – Byłem. Myślałem, że Rozwój też pójdzie va banque i zagra – tak jak my – o pełną pulę, wystawiając to, co ma najmocniejsze. Nie mówię, że ci chłopcy, którzy zagrali, są słabi, ale to przyszłość. Rozwój w ostatnich kolejkach grał o życie. Po porażce w Wejherowie postawiono na wariant z młodymi. Może już wszyscy wiedzą, co dalej będzie z klubem, że milion złotych z Pro Junior System przejdzie koło nosa… Z Tomkiem Wróblem trzymamy się bardzo blisko. Jesteśmy przyjaciółmi, często się spotykamy, dobry kontakt mam też z trenerem Koniarkiem. Nie powiem, że im nie wyszło. Byli w trudnej sytuacji, po okresie przygotowawczym w sztabie doszło do zmian, co zawsze jest trudne. Tomek wcale nie musiał decydować się na to, by zostać jednym z trenerów Rozwoju. Podjął jednak to wyzwanie, co świadczy o jego charakterze i bliskości z klubem, którego nie chciał zostawić. Życzę, by przy Zgody 28 wszystko się poukładało.

Rozwój może już myśleć o rzeczywistości poza szczeblem centralnym, a wy wciąż macie prawo kalkulować. Wierzy pan, że wygracie ze Zniczem, Olimpia Elbląg przegra w Toruniu, a Skra Częstochowa urwie na wyjeździe punkty Siarce?

Robert TKOCZ: – Oczywiście! Elbląg po zwycięstwie z nami też już pewnie myślał, że będzie łatwo i przyjemnie, może liczył, że Rozwój i ROW wzajemnie się wyeliminują z walki, ale wyszło inaczej. Olimpia ma nóż na gardle, remis niczego jej nie da. Siarka – to samo, a mamy z nią lepszy bilans bezpośredni. Oby Skra powalczyła w Tarnobrzegu. Znam jej pomocnika Kamila Zalewskiego, kilka dni temu rozmawialiśmy i podpytywałem, jakie jest u nich podejście. Wygrajmy ze Zniczem – a wtedy zobaczmy, co nam to da.

Wyobraża pan sobie grę w III lidze?

Robert TKOCZ: – Nie zastanawiałem się nad tym. Niedawno zmieniłem stan cywilny. Gdy ostatnio usiedliśmy przy kawie, żona też zapytała się, jak to widzę. Odpowiedziałem, że nie myślę o tym, co będzie się działo za 2-3 tygodnie. Skupiam się na tym, co dziś i jutro. Kiedyś sporo myślałem o przyszłości, ale zmieniłem nastawienie. Uważam, że tak jest lepiej. Liczy się to, co tu i teraz.

 

Na zdjęciu: Dwiema asystami Robert Tkocz (z lewej) przyczynił się do spadku swojego byłego klubu (Rozwoju), ale wciąż może uratować ten obecny, czyli ROW…

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze