Zobacz
Do góry

Atakują z drugiego szeregu

PGE Vive sobotnim meczem z Telekomem Veszprem rozpoczyna udział w Final Four Ligi Mistrzów. Trzy lata temu zespół z Kielc wygrał z węgierskim niezapomniany finał.

Do Kolonii nie jedziemy w roli turystów, tylko walczyć o swoje marzenia – zapowiada obrotowy kielczan Julen Aguinagalde. Hiszpański szczypiornista jest jednym z najbardziej doświadczonych zawodników mistrzów Polski. W Final Four zagra już po raz szósty, a trzeci w barwach drużyny z Kielc.
To właśnie Aguinagalde wykonywał w 2016 roku decydujący rzut karny w pamiętnym finale z Veszprem – węgierska ekipa jeszcze na kwadrans przed końcem prowadziła 9 bramkami, ale Vive doprowadziło do dogrywki, a potem rzutów karnych. Ostatnia piłka, która wtedy trafiła do bramki węgierskiej drużyny, teraz jest ozdobą kolekcji Hiszpana. – Mam ją w domu w Kielcach. Jednak miejsca jest dosyć, druga piłka też się zmieści – z uśmiechem mówi kołowy 16-krotnych mistrzów Polski.

Tym razem obecność kieleckiej ekipy w czwórce najlepszych zespołów Starego Kontynentu to dla niektórych sympatyków piłki ręcznej spore zaskoczenie. Zespół przez niemal cały sezon prześladowała plaga kontuzji. Mimo przeciwności losu 16-krotni mistrzowie Polski potrafili w ćwierćfinale pokonać Paris Saint-Germain, jednego z faworytów rozgrywek i po raz czwarty zagrają w niemieckiej Kolonii. – To fantastyczna sprawa. Mieliśmy mnóstwo problemów w trakcie całych rozgrywek. Tym bardziej cieszymy się z tego, co osiągnęliśmy. W polskiej lidze każdy wymaga od nas zwycięstw. Teraz jedziemy powalczyć o jak najlepszy wynik. Chcemy w pierwszym meczu z Veszprem zagrać na maksimum naszych możliwości – zapewnia szkoleniowiec.

Davis poukładał

To właśnie ekipa francuskiego trenera Davida Davisa stoi na drodze kielczan do wielkiego finału. Zespół z Veszprem w Final Four zagra po raz piąty, ale nigdy jeszcze nie wygrał w Lidze Mistrzów.

– Mają bardzo szeroką kadrę i są w bardzo dobrej formie, co pokazali w fazie pucharowej w meczach ze Sportingiem Lizbona i Flensburgiem. Davis potrafił poukładać i odbudować tę drużynę. Na początku wygrywali trochę szczęśliwie, wygrywając mecze jedną, dwiema bramkami, ale teraz to zupełnie inny zespół. Ich atutem jest cała drużyna. Bardzo mocna wysoka obrona, bardzo dobrzy bramkarze i solidny atak pozycyjny – komplementujeł najbliższego rywala Dujszebajew.

W Płocku zawsze to samo: teraz odchodzi ośmiu

W drugiej parze Vardar Skopje zmierzy się z Barcą Lassą i to właśnie Hiszpanie uchodzą za faworytów turnieju w Kolonii. – Całkiem słusznie. Przed sezonem dawano im, obok PSG, najwięcej szans na zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Przecież wszystkie drużyny, które przyjadą do Kolonii, grały w tej samej grupie, a ekipa z Barcelony była liderem praktycznie od pierwszej do ostatniej kolejki. To najlepsza rekomendacja, mówiąca o sile tego zespołu – podkreślił szkoleniowiec.

Faworyt – to nic nie znaczy

Nie brak głosów, że finałowym rywalem mistrzów Hiszpanii będzie Telekom. Paradoksalnie to dobra wiadomość dla polskiego zespołu. Ostatnie edycje Final Four LM to pogrom faworytów, niespodzianka goniła niespodziankę. Mało kto obstawiał triumf w tych rozgrywkach w 2016 roku Vive, czy rok później Vardaru Skopje. Także zwycięstwo francuskiego Montpellier 12 miesięcy temu zgodnie okrzyknięto ogromną niespodzianką. – Rozgrywkom towarzyszy ogromna presja, a wszyscy są tylko ludźmi. Trzeba rozegrać dwa mecze w ciągu 24 godzin. O zwycięstwie decyduje wiele czynników m.in. sprawy mentalne, dyspozycja dnia. Do Final Four nie dostają się przypadkowe drużyny. Tutaj każdy może wygrać z każdym – zaznacza Dujszebajew.

Dodał, że presja towarzyszy jego drużynie na każdym kroku. – Tak było, kiedy musieliśmy pokonać Motor Zaporoże, czy w finale polskiej ligi. Nie odczuwaliśmy chyba jej tylko przed pierwszym meczem z PSG. Jednak kiedy wygraliśmy we własnej hali dziesięcioma bramkami, pojawiła się przed rewanżem. Tak jest prawie przed każdym pojedynkiem – podkreśla Dujszebajew. – Teraz nastawiamy się na pierwszy mecz z Telekomem. Nie mamy nic do stracenia – dodaje trener mistrzów Polski.

Nie jadą w roli turystów

Aguinagalde deklaruje, że jego zespół nie zamierza zadowolić się awansem. – Aby znaleźć się w gronie czterech najlepszych drużyn, musieliśmy pokonać PSG, ale nie chcemy na tym poprzestać. Do Kolonii nie jedziemy w roli turystów. Może i nie jesteśmy faworytem, ale walczymy o swoje marzenia – zapewnia 36-letni obrotowy.

Po raz pierwszy w Final Four LM zagra natomiast inny obrotowy, Arciom Karalek. 23-latek do Kielc trafił przed tym sezonem z francuskiego Saint Raphael. – To coś niesamowitego. Pierwszy sezon w Lidze Mistrzów i od razu zagram w Kolonii. Są zawodnicy, którzy przez całe życie grają w tych rozgrywkach i ani razu tam nie byli – zaznacza Białorusin.

Kolejnym debiutantem w zespole 16-krotnych mistrzów Polski jest bramkarz Vladimir Cupara. Serb po sezonie odejdzie z Kielc do Veszprem. – Mam dodatkową motywację. Z jednej strony chcę się dobrze pożegnać z obecnym klubem, ale też pokazać z dobrej strony przed przyszłym. Nie będzie żadnego odpuszczania, chcę zagrać w finale – zapewnił Serb.

(t, PAP)

PROGRAM

Final Four Ligi Mistrzów
Kolonia (Niemcy)

1 czerwca, sobota
15.15 Telekom Veszprem – PGE Vive Kielce
18.00 Barca Lassa – Vardar Skopje

2 czerwca, niedziela
15.15: mecz o 3. miejsce
18.00: finał

 

Na zdjęciu: Decydujący moment finału sprzed trzech lat – Julen Aguinagalde wykorzystuje ostatni rzut karny, po którym drużyna z Kielc trafiła do legendy.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w PGNiG Superliga