Zobacz
Do góry

Wygrana zgodnie z planem. Polska gromi Tahiti. Czas na Senegal

„Biało-czerwoni” przełamali się po złym początku turnieju i bardzo pewnie, a przede wszystkim wysoko, pokonali Tahiti.

Czterech zmian w stosunku do wyjściowej jedenastki z meczu z Kolumbią dokonał selekcjoner reprezentacji Polski, Jacek Magiera. Jedna z nich była wymuszona, bo przeciwko Tahiti, z powodów zdrowotnych, nie mógł zagrać Sebastian Walukiewicz. Ponadto na ławce rezerwowych usiedli Tymoteusz Puchacz, Mateusz Bogusz i Tomasz Makowski. W ich miejsce zagrali: Jakub Bednarczyk, Marcel Zylla, Adrian Łyszczarz, który odzyskał kapitańską opaskę, a także Nicola Zalewski. Ostatni z wymienionych jest najmłodszym zawodnikiem w kadrze trenera Magiery. Urodzony we Włoszech piłkarz w styczniu skończył dopiero 17 lat, ale selekcjoner postanowił mu zaufać.

Cudowny gol Bednarczyka

Wiadomo było, że nasza drużyna będzie atakować od pierwszych minut i szybko przed szansą zdobycia bramki stanął Marcell Zylla. Urodzony w Niemczech piłkarz otrzymał dobre podanie od Bednarczyka i strzelał z sześciu metrów. Uderzenie było jednak zbyt niedbałe, a na dodatek dobrą interwencją popisał się Moana Pito.

Niedługo potem do prostopadłego podania wystartował Dominik Steczyk, ale jego strzał był zbyt czytelny i kolejny raz nie udało się zaskoczyć tahitańskiego bramkarza. Chwilę później odważniej zaatakowali rywale i mieli rzut wolny z ok. 20 metrów od bramki. Piłka poszybowała jednak nad poprzeczką, ale było to poważne ostrzeżenie dla naszej drużyny. Całe szczęście w 18. minucie nasi w końcu strzelili bramkę, a trafienie Bednarczyka było najwyżej próby.

„Biało-czerwoni” wykonywali rzut rożny. Piłka po dośrodkowaniu Zalewskiego została wybita przed pole karne. Tam znalazł się lewy obrońca naszego zespołu, który nie zastanawiał się zbyt długo. Huknął na bramkę tahitańską z ponad 25 metrów z woleja i trafił idealnie, w samo okienko.

Trafienie polskiego piłkarza, bez wątpienia, będzie kandydować do miana bramki turnieju, ale najważniejsze było to, że nasi nadal atakowali. W 23. minucie spotkania w znakomitej sytuacji znalazł się Jan Sobociński, ale piłka po strzale obrońcy ŁKS-u Łódź trafiła w poprzeczkę. Chwilę później z rzutu wolnego zagrał Adrian Łyszczarz i bliscy byliśmy kolejnego gola, ale akcji przy dalszym słupku nie domknął Serafin Szota.

Szybkie dwie bramki

Przewaga naszego zespołu była niepodważalna. Zalewski, uderzając sprzed pola karnego, pomylił się nieznacznie, a gdyby przymierzył nieco lepiej, to tahitański bramkarz wyciągałby piłkę z siatki. Pito nadal był zdecydowanie najjaśniejszą postacią w swoim zespole. 20-letni golkiper, w 35. minucie spotkania, obronił w ładnym stylu strzał Łyszczarza z rzutu wolnego. Dwie minuty później Tahitańczyk był już jednak bezradny. Wszystko zaczęło się od znakomitego podania do skrzydła. Tam pojawił się Steczyk, który zacentrował w pole karne do Zylli. Ten nieczysto trafił w piłkę, ale miał sporo szczęścia, bo futbolówka przelobowała Pito i wpadła do bramki.

Zespół Jacka Magiery wyraźnie się rozkręcił i dwie minuty później było już 3:0 dla naszej drużyny. Tym razem ładnym podaniem popisał się Zylla, a Steczyk wpadł w pole karne, minął bramkarza i skierował futbolówkę do pustej bramki. Pod koniec pierwszej połowy ten sam zawodnik raz jeszcze trafił do siatki, ale chwilę wcześniej był spalony i gol – zupełnie słusznie – uznany nie został. Polacy do przerwy prowadzili bardzo pewnie, 3:0, ale aby polepszyć szanse na awans do 1/8 finału warto było powalczyć o kolejne gole.

Zalewski „na nos”

Kilka minut po przerwie Bednarczyk kolejny raz strzelał z dystansu, ale Pito znów dobrze interweniował. Kolejną sytuację wypracował sobie Łyszczarz, który do momentu oddania strzału wszystko zrobił dobrze, ale samo uderzenie było bardzo niecelne. Lepiej, w 61. minucie spotkania, zachował się Steczyk, któremu piłkę „na nos” zagrał Zalewski, a napastnik Norymbergi drugi raz w tym meczu wpisał się na listę strzelców.

„Biało-czerwoni” atakowali nadal. Dwa kolejne strzały zostały zablokowane, podobnie, jak w 74. minucie pierwsza próba Adriana Benedyczaka. Nasz rezerwowy, napastnik szczecińskiej Pogoni, zdołał jednak po raz kolejny opanować piłkę i poprawka była już zdecydowanie lepszej jakości, bo piłka wpadła do tahitańskiej bramki po raz piąty. Szósty gol zawisł w powietrzu po akcji i podaniu kolejnego rezerwowego, czyli Michała Skórasia, który zagrał do Łyszczarza, ale ten trafił w słupek. Wspomniany Skóraś mógł jeszcze skierować piłkę do siatki, ale w ostatniej chwili został zablokowany. Jednocześnie nasz zespół pofolgował sobie nieco w defensywie i gdyby nie Radosław Majecki, to rywal zdobyłby honorowego gola. Nasz bramkarz, w końcówce spotkania, był jeszcze opatrywany przez sztab medyczny polskiej reprezentacji, ale ostatecznie wrócił do gry.

Zobacz jeszcze: Rozmowa z Adrianem Łyszczarzem

Łyszczarz: Trzeba być kozakiem

 

Polska – Tahiti 5:0 (3:0)

1:0 – Bednarczyk, 18 min,
2:0 – Zylla, 37 min,
3:0 – Steczyk, 39 min,
4:0 – Steczyk, 61 min,
5:0 – Benedyczak, 74 min.

[Sędziował] Al Kaf Ahmed (Oman). [Żółte kartki:] Tehaamoana. [Czerwona kartka:] Tehaamoana (88. druga żółta).

[POLSKA:] Majecki – Szota, Sobociński, Stanilewicz, Bednarczyk – Zalewski, Kopacz (58. Benedyczak), Slisz (63. Gryszkiewicz), Zylla (77. Skóraś) – Łyszczarz – Steczyk. Trener Jacek MAGIERA.
[TAHITI:] Pito – Liparo (46. Tave), Teumere, Tehaamoana, Holozet – Morgant, Bredmond (70. Ferrand) – Tufariua, Tehau, Vivi (46. Maro) – Kaspard. Trener Bruno TEHAAMOANA.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze