Z drugiej strony. Kurzawa, czyli antyteza Piątka

Być może to droga Rafała Kurzawy, który właśnie został wypożyczony z francuskiego Amiens do FC Midtjylland. Były pomocnik Górnika nie sprawdził się w słabym klubie Ligue 1, może poradzi sobie w duńskim, który walczy o mistrzostwo.

Przypadki Kurzawy i Piątka są wzorcowymi przykładami jak względne jest przełożenie uznania w rodzimej ekstraklasie na sukces lub jego brak na Zachodzie. Ten pierwszy, dzięki swojej lewej nodze, asystom, rzutom wolnym i precyzyjnym dośrodkowaniom, uchodził nad Wisłą niemal za magika; był także jednym z niekwestionowanych liderów rewelacyjnych w poprzednim sezonie zabrzan. W Polsce wzbudzał zachwyt, czego efektem m.in. powołanie na mistrzostwa świata do Rosji. Choć już wtedy piłkarz przemawiał głównie na boisku – gorzej było z umiejętnością komunikacji poza nim, co tylko pozornie wydaje się nie mieć znaczenia.

Już po mundialu zdziwienie wywołał sposób, w jaki piłkarz i jego menedżer (?) szukali nowego klubu. A raczej to, jak nie potrafili go znaleźć. Gdy już okazało się, że to „jakieś Amiens”, konsternacja była pełna. A potem było jeszcze gorzej. We Francji zalety Kurzawy zostały zepchnięte na margines przez jego niedoskonałości – a więc brak szybkości, agresji czy – last but not least – problemy z integracją w nowym środowisku i dogadaniem się w obcym języku.

Nie chciałbym wnikać, skąd to społeczne wyobcowanie u dojrzałego, 26-letniego mężczyzny i co oznacza – czy to brak pewności siebie, czy wręcz przeciwnie – jakieś poczucie wyższości. Może były inne środowiskowe uwarunkowania, które nie pozwoliły Kurzawie być sportowcem przebojowym, nieco bardziej ekspresyjnym. Takim choć trochę na miarę czasów, w których żyje, gdzie nieraz trzeba się zareklamować, pogadać z dziennikarzem czy kibicem, podzielić się czymś w mediach społecznościowych.

Nie wiem, czy Kurzawa wie, ile na tym traci, ale być może francuską lekcję weźmie sobie do serca i postanowi nad sobą popracować – przynajmniej w znaczeniu mentalnym. Czy może również być lepszym piłkarzem, a jego kariera – wciąż przecież otwarta – jeszcze ruszy z kopyta? Fachowcy przekonują, że duńska liga i klub, w którym akurat do stałych fragmentów gry przykłada się miarę wręcz cudotwórczą, są dla niego wymarzone. Czas pokaże.

Kurzawa to antyteza Piątka. Gdy latem, mniej więcej w tym samym czasie, ten drugi wyjeżdżał do Genoi, oczekiwań wielkich nie było – wszak nie był to piłkarz, który zawojował naszą ligę, nie znalazł też uznania u poprzedniego selekcjonera; na jego potencjale poznał się właściwie tylko Michał Probierz w Cracovii. Tymczasem „Pistolero” potrzebował ledwie kilku tygodni, by wystrzelić gwałtowniej niż w ekstraklasie, podbić futbolową Italię, zdobyć uznanie w Europie. Być może także dlatego, że poza umiejętnościami czysto piłkarskimi, emanował pewnością siebie i przekonaniem co do celu, który chce osiągnąć.

 

Komentarze