Bez rozgrzewki. Kurek przykręcony. Z przyczyn honorowych?

Duża część klubów – również tych, które grają w najwyższych klasach rozgrywkowych, niekoniecznie wyłącznie w piłce nożnej – utrzymuje się dzięki kroplówkom płynącym z budżetów miejskich. To oczywista oczywistość (jak powiedziałby pewien klasyk), do której już się przyzwyczailiśmy. Miasta, czy raczej ich zarządcy, tłumaczą to społecznymi funkcjami i misjami, które są im przypisane. Podobnie jak dbanie o szkoły, szpitale, instytucje kulturalne, a w dalszej kolejności o ulice, chodniki, oświetlenie… Do tej listy dopisać można jeszcze wiele.

W roli biorcy obfitych dotacji jest również mistrz Polski, Piast Gliwice. Bez większego ryzyka można założyć, że bez miejskiego wsparcia nie byłby w tym miejscu, w którym jest. A jest – na polskie warunki – w miejscu eksponowanym. Dodajmy do tego rozsądną politykę finansową, transferową oraz wiedzę, doświadczenie i intuicję Waldemara Fornalika. Niezbędne elementy, które złożyły się na sukces klubu z Okrzei, skądinąd na tle innych uchodzącego za oazę spokoju i stabilizacji.

Jednak czy tak będzie nadal? Pytanie jest uzasadnione co najmniej kilkoma okolicznościami. M.in. wstrzymaniem dotacji dla klubu na drugie półrocze, akurat świeżo po zdobyciu mistrzostwa Polski, o czym zresztą pisaliśmy obszernie na naszych łamach przed kilkunastu dniami. Rychło się okazało, że w tle tego jest zgrzyt na linii klub – miasto, powstały na skutek przesunięcia na koszulkach („zdegradowania”?) logo Gliwic z hasłem „Przyszłość jest tu”, by dać to miejsce firmie bukmacherskiej. Miejsce najlepsze z najlepszych, najbardziej eksponowane, na przedzie koszulek.

Opisały to w szczegółach „Nowiny Gliwickie”, cytując rzecznika magistratu, Marka Jarzębowskiego. – Zmieniony wzór stroju zobaczyliśmy dopiero na meczu otwarcia nowego sezonu – powiedział. – Nikt z klubu nie konsultował z nami tego pomysłu. Piast nie miał takiego bezwzględnego obowiązku. Są jednak sytuacje, w których wypadałoby zapytać o zdanie większościowego udziałowca i głównego sponsora, gdy planuje mu się odebrać przywilej wynikający z jego znaczenia dla klubu.

Można sądzić, że ktoś czegoś (w samym klubie?) nie dopatrzył. Nie uzgodnił, nie dogadał, uznał za oczywiste lub po prostu zbagatelizował. No a miasto uniosło się honorem i zakręciło kurek. Jakkolwiek oceniać sprawę, mamy do czynienia z czymś w rodzaju dyplomatycznej fuszerki, zwłaszcza jeśli przyjąć za oczywiste, że pomoc miasta ma charakter trwały, z długoletnią perspektywą, a kontrakt sponsorski ścisłe ramy czasowe i zapewne obwarowany jest wieloma zastrzeżeniami. Uczucia w nim nie ma, a tylko interes.

Jednak problem ten trochę przypadkowo wpisał się w szerszy kontekst – kontekst znów nasilającej się dyskusji o tym, czy właśnie tak miasta powinny postrzegać swoją rolę w wyczynowym sporcie: poprzez dofinansowanie klubów, z przeznaczeniem lwiej części tych wydatków na płace dla sportowego personelu, ze szczególnym uwzględnieniem zawodników.

Na portalu miziaforum. com wyliczono (cytat): „Samorządy w ostatnich pięciu latach wpompowały w drużyny ekstraklasy ponad 320 mln złotych. Mistrzostwo Polski Piasta Gliwice kosztowało podatnika średnio 168 zł, a przecież z 250 tysięcy ludzi pracujących w tym mieście nie wszyscy pałają miłością do piłki […] Trudno o drugi prywatny sektor tak bardzo uzależniony od kasy z miasta”.

Łukasz Mazur, nieprzebierający w słowach były prezes Górnika Zabrze, twierdzi, że za tym wszystkim kryją się miejskie układy, z takim celem, by usadowić swoich ludzi na stołkach. – To rak, który toczy polską piłkę – przekonuje.

Nie ma dwóch zdań – problem byłby postrzegany z większą dozą tolerancji, gdyby te polskie (miejskie) kluby odgrywały bardziej znaczące role na arenie międzynarodowej, a nie były na niej dziećmi do bicia. Efekt promocyjny bez wątpienia byłby lepszy, a w związku z tym i wydawanie tych pieniędzy łatwiej byłoby uzasadnić. No i w takiej sytuacji sposób ekspozycji miasta (firmy, logosów) na strojach zawodników rzeczywiście mógłby być sprawą wagi pierwszorzędnej.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze